Wpoprzedniej notce…
(…) Przebrałam się i ruszyłam do biblioteki, która znajdowała się na drugimpiętrze. Wchodziłam po schodach. Byłam już na drugim piętrze, szłam rozglądającsię, aż wpadłam na kogoś. Moje oczy rozszerzyły się z przerażenia. Odskoczyłamna ścianę.
- Luuuuca!! – darłam się jak wariatka. Tak, strach ma wielkie oczy.
(…) Przebrałam się i ruszyłam do biblioteki, która znajdowała się na drugimpiętrze. Wchodziłam po schodach. Byłam już na drugim piętrze, szłam rozglądającsię, aż wpadłam na kogoś. Moje oczy rozszerzyły się z przerażenia. Odskoczyłamna ścianę.
- Luuuuca!! – darłam się jak wariatka. Tak, strach ma wielkie oczy.
-------------------------
Uderzyłam się z całej siły o ścianę. Jednak nie czułam bólu. Nie zwracałam uwagina to, że coś lepkiego wydostaje się z moich pleców. Moje nogi były jak z waty.Trzęsły się jakbym miała zaraz upaść, jednak to nie nadchodziło. Stałam tam itrzęsłam się, bo co innego mogłam robić. Cofałabym
się, gdybym miała dokąd. Stałam i oddychałam, a postać zbliżała się cały czasdo mnie. Nie pomagały moje wrzaski, nikt nie reagował, choć byłam pewna, żeobudziłam z połowę osiedla. Czekałam, jednak pomoc nie nadchodziła. Czułamoddech zbliżającej się osoby na całym ciele.
- Odejdź! – wyjąkałam. – Luuuuuca!!!!!!!
- Lily…
W myślach rozmyślałam drogę ucieczki. Mój mózg pracował na najwyższychobrotach, a organizm wydzielał epinefrynę*. Rzuciłam się na oślep doucieczki, jednak postać powstrzymała mnie za rękę, zatrzymując mnie tam,przyciskając mi swoja rękę do moich ust, żebym przestała krzyczeć.
Ni stąd ni zowąd pojawił się Luca. Dziękowałam Bogu za wysłuchanie moichmodlitw. Miał tak samo przerażony wyraz twarzy co ja. Szybko jednak pociągnąłmnie i zakrył swoim ciałem.
- To nie… Niemożliwe… Co ty tutaj robisz?
- Chcę tylko jej.
- Nigdy! To niemożliwe. Jak się... tutaj?
- Dlaczego tutaj jestem? To logiczne. Chcę z nią porozmawiać.
- Nie zgadzam się na to – odpowiedział wojowniczo Luca i objął mnie w geścieochrony. – Daj nam święty spokój. Jak to możliwe?
- Chce jej coś wyjaśnić.
- Nie będzie ku temu okazji. Chodź Lily.
Stałam tam niezauważalna dla nikogo. Nasuwało mi się wiele pytań. Jak to możliwe? Czego to ode mnie chce? Lucapociągnął mnie za rękę.
- Nie, czekaj Luca. Muszę się tego dowiedzieć. – Podniosłam wzrok, napotkałamwzrok postaci. Niebieskie oczy przeszywały mnie na wskroś.
- Nie pozwolę ci na to Lil – szepnął mi do ucha Luca.
- Będziesz za drzwiami. Jak krzyknę to po prostu wejdziesz.
- Nie belissima, to zbytniebezpieczne. Przecież wiesz, że…
- Tak Luca, ale muszę się tego dowiedzieć, dobrze o tym wiesz, że nieodpuszczę. Proszę…
- Lil… Nie mogę ci na to pozwolić. To głupstwo!
- Proszę – powiedziałam dobitnie.
- Non.
- Dobrze wiesz, że i tak to zrobię.
- Jesteś uparta…
- Tylko wtedy, gdy chce coś osiągnąć. To jak ?
- Znasz moje zdanie na ten temat.
- Dziękuję – powiedziałam zmieszana i pocałowałam go dyskretnie w policzek.Miałam mieszane uczucia. Nad wszystkimi przeważał strach, przerażenie. Cośparaliżowało mnie od środka i nie pozwalało mi się ruszyć. Jednak powolnieudało mi się zrobić krok, mimo że moje nogi nie
wykazywały najmniejszej chęci współpracy. Weszłam niechętnie do pokoju, mimotego, że widziałam jak Luca się na mnie patrzył. Moje oczy zawierały niemąprośbę, by został jak najbliżej mnie. Jednak słowo się rzekło. Zajęłam miejscew rogu pokoju, jednak postać zamierzała zachować dystans między nami. I nie,wcale nie mam zamiaru zostać starą panną. Ponoć strach można wyczuć na kilometr. To już po mnie! Usiadłam narękach. Gdyby nie to moje dłonie na pewno, by się trzęsły. W pokoju panowała głucha cisza. Tepomieszczenie było dziwne. Zdawało się, że mogę wyczuć jego aurę, któraniekoniecznie była dobra. Pomieszczenie sprawiało wrażenie ponurego iobskurnego. Dominowały ciemne beże i brązy. Nie było tu żadnych mebli, opróczłóżka i szafy. Nad łóżkiem wisiał obraz o podobnych barwach. Minęło 5, 10, 15minut. Cisza. Nie wiedziałam, co robić, więc wstałam i szykowałam się dowyjścia.
Uderzyłam się z całej siły o ścianę. Jednak nie czułam bólu. Nie zwracałam uwagina to, że coś lepkiego wydostaje się z moich pleców. Moje nogi były jak z waty.Trzęsły się jakbym miała zaraz upaść, jednak to nie nadchodziło. Stałam tam itrzęsłam się, bo co innego mogłam robić. Cofałabym
się, gdybym miała dokąd. Stałam i oddychałam, a postać zbliżała się cały czasdo mnie. Nie pomagały moje wrzaski, nikt nie reagował, choć byłam pewna, żeobudziłam z połowę osiedla. Czekałam, jednak pomoc nie nadchodziła. Czułamoddech zbliżającej się osoby na całym ciele.
- Odejdź! – wyjąkałam. – Luuuuuca!!!!!!!
- Lily…
W myślach rozmyślałam drogę ucieczki. Mój mózg pracował na najwyższychobrotach, a organizm wydzielał epinefrynę*. Rzuciłam się na oślep doucieczki, jednak postać powstrzymała mnie za rękę, zatrzymując mnie tam,przyciskając mi swoja rękę do moich ust, żebym przestała krzyczeć.
Ni stąd ni zowąd pojawił się Luca. Dziękowałam Bogu za wysłuchanie moichmodlitw. Miał tak samo przerażony wyraz twarzy co ja. Szybko jednak pociągnąłmnie i zakrył swoim ciałem.
- To nie… Niemożliwe… Co ty tutaj robisz?
- Chcę tylko jej.
- Nigdy! To niemożliwe. Jak się... tutaj?
- Dlaczego tutaj jestem? To logiczne. Chcę z nią porozmawiać.
- Nie zgadzam się na to – odpowiedział wojowniczo Luca i objął mnie w geścieochrony. – Daj nam święty spokój. Jak to możliwe?
- Chce jej coś wyjaśnić.
- Nie będzie ku temu okazji. Chodź Lily.
Stałam tam niezauważalna dla nikogo. Nasuwało mi się wiele pytań. Jak to możliwe? Czego to ode mnie chce? Lucapociągnął mnie za rękę.
- Nie, czekaj Luca. Muszę się tego dowiedzieć. – Podniosłam wzrok, napotkałamwzrok postaci. Niebieskie oczy przeszywały mnie na wskroś.
- Nie pozwolę ci na to Lil – szepnął mi do ucha Luca.
- Będziesz za drzwiami. Jak krzyknę to po prostu wejdziesz.
- Nie belissima, to zbytniebezpieczne. Przecież wiesz, że…
- Tak Luca, ale muszę się tego dowiedzieć, dobrze o tym wiesz, że nieodpuszczę. Proszę…
- Lil… Nie mogę ci na to pozwolić. To głupstwo!
- Proszę – powiedziałam dobitnie.
- Non.
- Dobrze wiesz, że i tak to zrobię.
- Jesteś uparta…
- Tylko wtedy, gdy chce coś osiągnąć. To jak ?
- Znasz moje zdanie na ten temat.
- Dziękuję – powiedziałam zmieszana i pocałowałam go dyskretnie w policzek.Miałam mieszane uczucia. Nad wszystkimi przeważał strach, przerażenie. Cośparaliżowało mnie od środka i nie pozwalało mi się ruszyć. Jednak powolnieudało mi się zrobić krok, mimo że moje nogi nie
wykazywały najmniejszej chęci współpracy. Weszłam niechętnie do pokoju, mimotego, że widziałam jak Luca się na mnie patrzył. Moje oczy zawierały niemąprośbę, by został jak najbliżej mnie. Jednak słowo się rzekło. Zajęłam miejscew rogu pokoju, jednak postać zamierzała zachować dystans między nami. I nie,wcale nie mam zamiaru zostać starą panną. Ponoć strach można wyczuć na kilometr. To już po mnie! Usiadłam narękach. Gdyby nie to moje dłonie na pewno, by się trzęsły. W pokoju panowała głucha cisza. Tepomieszczenie było dziwne. Zdawało się, że mogę wyczuć jego aurę, któraniekoniecznie była dobra. Pomieszczenie sprawiało wrażenie ponurego iobskurnego. Dominowały ciemne beże i brązy. Nie było tu żadnych mebli, opróczłóżka i szafy. Nad łóżkiem wisiał obraz o podobnych barwach. Minęło 5, 10, 15minut. Cisza. Nie wiedziałam, co robić, więc wstałam i szykowałam się dowyjścia.
- Nie –zabrzmiał głos dochodzący ze środka pokoju.
- Ale janaprawdę wolałabym stąd wyjść. Nie mam ci nic do powiedzenia.
- Proszę nierób tego.
W
tymmomencie zaczęłam przesuwać się w kierunku drzwi. Starałam się być
twarda,opanowana i nieustępliwa. Jednak w środku aż buzowałam.
Analizowałamtrzykrotnie każde słowo i gest. Postać zastąpiła mi drogę.
Spojrzałam w teoczy, te szczere oczy i poczułam jak moje wypełniają się
łzami. Wszystkie teniewypłakane do tej pory łzy, zbierały się w moich
oczach. Jedna, malutka łzazabłądziła po moim policzku pozostawiając po
sobie tylko mokry ślad. Poczułamjak obejmują mnie ciepłe, bezpiecznie
ramiona. Położyłam głowę w zagłębieniuszyi i próbowałam opanować płacz,
wsłuchując się w rytm bijącego serca.
- Ja….
- ćśśśś.Mamy jeszcze dużo czasu Lily.
-----------------------
Syriuszsiedział
w pokoju na poddaszu zerkając, co jakiś czas za okno.
Kolejnanieprzespana noc. Zamiast być w krainie Morfeusza on przewracał
się z boku nabok. Najgorsze jest to, że nie mógł przestać myśleć. Jak
się okazuje, nie możebiedny wyrzucić z głowy emocji, bólu, odrzucenia,
rozpaczy. To, dlatego siedziteraz, kiedy jest dobrze przed 5 godziną.
Gdy niebo przybiera jeszcze odcieńszarości, by za chwilę wzejść, dając
nową nadzieje. Mimo wszystko na to napewno się nie zanosiło. Chłopak
włożył dresy, bluzę dresową i najciszej jakpotrafił wyszedł z domu.
Najciszej to oczywiście oznacza, że pozrzucał paręrzeczy wokoło siebie,
cały czas nasłuchując, czy nikt się przypadkiem nieobudził. Zawsze, gdy
nie mógł spać wychodził pobiegać. To sprawiało, że chociażna chwilę czuł
się wolny i bezproblemowy. Powietrze o tej porze zupełnieinaczej
pachniało. Założył słuchawki z ipodem. Lily wysłała każdemu z
nichprezent, właśnie ipoda. Cieszył się, że Ruda tam odżyła, jednak
brakowało mukontaktu z nią. Ostatnio prawie wcale się nie odzywała, nie
odpisywała nalisty, do tego stopnia, że zaczął się o nią martwić.
Dlatego napisał do Luca.Chłopak odpisał, że to nie rozmowa przez list,
więc teleportuje tu się wpiątek. Tyle, że Syriusz nie zapytał się
James’a Seniora o pozwolenie. Ale maczas, przecież jest piątek 13ego.
Miał nadzieję, że się zgodzą. Przynajmniej byz kimś pogadał. Ale teraz
pozostają jedynie rozmowy z Emily Potter. Zapytacie,co się stało z
James’em? Można powiedzieć, że chwilowo jest niezainteresowany.
Syriuszbiegł,
tak jakby chciał zrzucić swoje problemy. Biegł w kierunku lasu w
DolinieGodryka, który znajdował się nieopodal domu Potterów. Dzisiaj
miał zamiarprzebiec zdecydowanie więcej kilometrów niż wczoraj. Cały
stres powoli z niegospływał wydawał się jak nowonarodzony. Czuł się
lekki, jakby był częściąnatury. Zmęczony po przebiegnięciu 20 km powoli
wrócił do domu. Nie cieszyło goto jednak. Czasami żałował, że się tu
przeprowadził. Mógł mieszkać spokojnie wdomu i mieć wszystko gdzieś.
Wylegiwać się do 12 i praktycznie nie wychodzić zpokoju. To byłoby
lepsze niż to wszystko. Musi porozmawiać z Emily. Może będziemógł to
wszystko jakoś okręcić. Oby.
W
domuokazało się, że wszyscy jeszcze spali, więc postanowił pójść się
wykąpać, przedrannymi kolejkami. To była jedna z tych czynności, które
uwielbiał. Pozwalałomu to zmyć brudy dnia, odprężyć się i wprawić w
błogi nastrój. Następnieposzedł do pokoju na poddaszu i przebrał się.
Włożył biały t-shirt i niebieskąkoszulę w kratkę, a do tego dżinsy.
Trochę żelu na włosy i kapka perfum i jużjest idealnie. Z góry udało mu
się usłyszeć krzątaninę Emily, więc postanowiłzejść na dół. Wchodząc do
kuchni ujrzał uśmiechniętą trzydziestolatkę.Uśmiechała się do siebie
jakby była zadowolona, że musi wstać przed 7, żebyzrobić mężowi
śniadanie. Podziwiał to. Tą bezgraniczną miłość, którą siebiedarzyli na
każdym kroku. Chciał obiecać sobie, że on też będzie taki,
jednakdoskonale wiedział, że nie jest zdolny do miłości. Nie potrafi
kochać. Potrafisię tylko zabawić i czerpać przyjemność, ale nic dawać w
zamian. U niego tobyło normalne, ale on wiedział, że to złe. Tego
nauczyła go ta rodzinka. Niebyło w niej miejsca na miłość, były tylko
intrygi i wszystko na pokaz.Nienawidził tego, jednak tak został nauczony
w młodym wieku.
- Dzieńdobry Emily – powiedział szarmancko całując kobietę w policzek.
-
Ach to tySyriusz – kobieta pokazowo złapała się za serce – Co ty tutaj
robisz?- tu Emilyspogląda na zegarek i mówi z niedowierzaniem – przed 7
rano? Wszystko wporządku? Czy James zrobił ci jakiś kawał czy coś?
- Nie, nie.Wszystko ok. Nie spałem w nocy, już od kilku dni właściwie. Biegałem.
- Na pewnowszystko dobrze? Nie wyglądasznajlepiej.
- NaprawdęEmily. Wszystko ze mną jest w jak najlepszym porządku.
- Witajrodzinko! – Powiedział James Senior wchodząc do kuchni.
- SiemkaJames – powiedział Syriusz i przybił piątkę Seniorowi.
- Nie zawcześnie, abyś tutaj siedział?
- Wszystkook. – odpowiedział Syriusz zmęczonym tonem.
- Spokostary tylko pytałem.
-
Chciałem oczymś z wami porozmawiać – zaczął uroczyście Syriusz. – Głupi
wyszło, bowłaściwie zapomniałem o tej sprawie, ale dzisiaj teleportuje
się tutaj mójkumpel Luca. Poznałem go w Rzymie na urodzinach Rudej. I
chciałem się zapytać,czy nie macie nic przeciwko temu?
- Nie mamnic przeciwko. A do tego mam tu trzy bilety na mecz Anglia – Irlandia.
- O nie. Niemam zamiaru iść tam z James’em i Dorcas.
- Coś się…?
- Nic –przerwał nerwowo Syriusz.
- Chciałemdać ci te dwa bilety stary, bo on w sumie nie chce iść. I teraz tak myślałem,że mógłbyś zabrać tam swojego kolegę.
- To jestświetny pomysł. Dzięki.
Emily podałaśniadanie. Wyśmienita jajecznica i kanapki.
- Dziękuje –powiedział Syriusz i uśmiechnął się do Emily.
James seniorwyszedł do pracy, a chłopak został z Emily w kuchni.
Syriusz całyranek pomagał w pracach domowych. Koło godziny 10 Emily poprosiła go, abyposzedł obudzić James’a.
Syriuszwszedł
do pokoju James’a i zobaczył rozciągniętego na łóżku kumpla. Podszedł
dookna i odsłonił zasłony. James poruszył się niespokojnie na łóżku.
- No jużwstawaj stary, śniadanie czeka.
- aaa…
- Dawaj –powiedział Syriusz i zrzucił James’a z łóżka. Chłopak momentalnie wstał.
- Powaliłocie?
- Budziłemcię kilka razy, ale nie reagowałeś.
- No tak, tojest właśnie powód do tego, aby zrzucać człowieka z łóżka? Naprawdę jesteśstuknięty Black!
- Mniejsza.Co dzisiaj robisz? Może byśmy gdzieś poszli?
Jameszmieszał się. – Wiesz…
- Jasne,kapuje… Dorcas i wszystko jasne.
- Stary, oco ci biega?
- Mi? Chybatobie. Pamiętasz, kiedy ostatnio byliśmy gdzieś razem?
- Nie gadaj,że jesteś zazdrosny Black.
- A coPotter? Nigdy nie masz czasu dla mnie. Nie pomyślałeś może, że ja też tutajjestem?
- Dziwiszsię?
- aaa to oto ci chodzi Potter. O to, że mnie zaprosiła, a ciebie nie.
- Myślałem,że skoro jesteśmy przyjaciółmi to nie pojedziesz tam.
- Niebędziesz mi mówił, co mam robić, a co nie. Ona miała racje. Jesteś idiotąPotter!
- Wypieprzajstąd Black.
- Z miłąchęcią Potter. Nie wiem, po co tu jeszcze mieszkam.
- Ja cię tuwcale nie zapraszałem. Sam tu przylazłeś.
- Słucham?Czy ty właśnie… Mam nadzieję, że udławicie się swoimi językami Potter.
- DokładnieBlack. Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno. Żałuje, że cię poznałem. Jesteś taki sam jak ta twoja rodzinka Black!
- Cieszęsię, że Lily znalazła kogoś lepszego od ciebie. Nie sądziłem, że tak niskoupadłeś.
Syriuszwyszedł z pokoju trzaskając drzwiami, które mało nie wypadły z framugi. Natknąłsię na Emily.
- Wszystkodobrze? – Zapytała ze smutnym wyrazem twarzy.
- Jasne,jest świetnie.
Syriuszwyszedł
biegać, chciał zrzucić z siebie te wszystkie emocje. Zabolało go
to.Jego przyjaciel… Nie spodziewał się, że może usłyszeć takie coś od
swojegonajlepszego przyjaciela. Nie było go cały dzień, wrócił dopiero
wtedy, gdy miałpewność, że nie natknie się na Pottera. Wrócił i ujrzał
zmartwioną Emily wsalonie.
- Wszystko wporządku? – Zapytał.
- Jasne, wsumie to nie. Nie myśl sobie, że my tak naprawdę myślimy. On był zdenerwowanySyriusz, musisz go zrozumieć.
-
Jazrozumiałem, co chciał mi powiedzieć Emily. Przepraszam, że zawracam
wam głowęw te wakacje. Obiecuję, że za rok mnie tu nie będzie. Naprawdę
przepraszam, żew ogóle wyszedłem z takim czymś.
- Syriusz,proszę nie….
-
NaprawdęEmily. Tak będzie lepiej dla wszystkich. Nie będzie kłótni, ani
nieprzyjemnychsytuacji. Naprawdę. – Starał się być przekonujący. Usiadł
obok niej i przytuliłją. – Obiecuje. Ale teraz muszę lecieć, bo
niedługo wiesz.
Wrócił,
umyłsię i przebrał. Akurat w tamtym momencie teleportował się Luca.
Syriusz od razusię uśmiechnął. Strasznie polubił tego chłopaka we
Włoszech. Był takipozytywny, że udzielało się to na innych.
- Cześćstary – powiedział Luca i przywitał się z Syriuszem.
- Jak sięmasz? Wszystko ok.? Co z Lily?
- Spokojnie,zdążę ci wszystko opowiedzieć. U mnie ok. Lily, z nią gorzej.
- Coś jejsię stało?
- Nie, tylkojej kuzynka. Jak by to powiedzieć. Zmarła.
Luca opowiedziałchłopakowi pobieżnie całą historię.
- Nie chcęci przerywać, ale musimy się zbierać, bo mam dwa bilety na mecz Anglia –Irlandia.
- Super.Zawszę chciałem pójść na takie coś.
- Alewcześniej muszę ci kogoś przedstawić.
Zeszli
naparter i Syriusz przedstawił Luca Emily. Widać było, że chłopak
przypadł jej dogustu. Niedługo potem chłopacy wyszli. Mecz był
fantastyczny i oboje wróciliprzeszczęśliwi śpiewając piosenki o Anglii.
Już od progu domu zaraziliwszystkich euforycznym nastrojem. Od progu
Syriusz nie omieszkał poinformowaćJames’a Seniora, że Anglia wygrała 200
– 50. Rozmawiając o taktyce i o meczu wsalonie, chłopak usłyszał jak
drzwi wejściowe się otwierają. Wiedział, ktoprzyszedł. Potter. Zerknął
dyskretnie w stronę przedpokoju i zobaczył Potteraze skołowaną miną.
- Synkupoznaj przyjaciela Syriusza, Luca.
Syriuszzobaczył, jak na twarz przyjaciela wchodzi gniew. I dobrze.
-
Bardzomiło, było państwa poznać, ale naprawdę muszę już wracać. Czeka
na mnie Lily,która chętnie usłyszy, co słychać u Syriusza. Ona naprawdę
cię przepraszaSyriusz. – Chłopcy pożegnali się i Luca teleportował się
do Rzymu.
Syriuszprzeszedł obok Pottera z triumfalnym wyrazem twarzy. Zabolało. I dobrze, miałozaboleć.
-------------------------------------
WYRAZY SKLEJONE PRZEZ ONET!
WYRAZY SKLEJONE PRZEZ ONET!
* To skutkiklasy biol-chem… Mimo wszystko zajebiści
biol-chemiści ; ))
In. Adrenalina, zwana również hormonem strachu, walki i ucieczki.
biol-chemiści ; ))
In. Adrenalina, zwana również hormonem strachu, walki i ucieczki.
Szału
znotką nie ma. Mogłaby być lepsza. Większość notki to postać Syriusza
Blacka,która trochę mnie zafascynowała i postanowiłam wam bardziej ją
przybliżyć. Mimowszystko te wydarzenia pojawią się w dalszym losie
opowiadania.
PozdrawiamAnonimkę i Shrew, które za każdym razem są i komentują moje wypociny. Naprawdęjestem wam za to wdzięczna !
Notka.
Faktpisana długo, jak na mnie, ale nie wiedziałam jak wprowadzić wątek,
dlatego, żenie chciałam ujawniać tajemnicy. Mam nadzieję, że się udało.
A terazzadanie dla was,
Kim jesttajemnicza postać z początku opowiadania?
Piszcie!
Piszcie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz