sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział VII - Jestem Luca.

Chłopak dosłownie zemdlał. Przeniósł nas do jakiegoś salonu.
 Ale czyjego? Od razu nasunęło mi się to pytanie.
Natychmiast wyciągnęłam przed siebie różdżkę.
Wstałam i rozglądnęłam się po pokoju. Był to nowoczesny
salon z najnowszym sprzętem. Ogarnęłam wzrokiem pokój.
Moje oczy zatrzymały się na chłopaku, który
również celował we mnie różdżką.
Zaczęliśmy się okrążać zupełnie jak na dzikim zachodzie.
Dwóch kowboi celuje w siebie rewolwerami.
- Experia… - mruknęłam, ale nie zdążyłam wypowiedzieć poprawnie zaklęcia, bo różdżka wybuchnęła mi przed nosem – Potter – wysyczałam głosem przepełnionym jadem.
Mój przeciwnik śmiał się. Co ja gadam, wręcz zwijał się ze śmiechu. To doprowadzało mnie wręcz do furii.
- Co? – zapytałam podniesionym głosem.
Koleś nie odpowiedział, ale coraz bardziej się śmiał.
- Co w tym takiego śmiesznego?!! – krzyknęłam głosem przepełnionym jadem.
- Jesteś Lily? – powiedział zdławionym głosem, próbując zamaskować śmiech – Niezłe wejście dziewczyno !
- Ki… Kim ty jesteś ? – zapytałam zaskoczona. Totalnie wybił mnie z rytmu tym pytaniem.
- Joe wiele mi o tobie opowiadał. Ale nigdy nie sądziłem, że jesteś taka piękna kiedy się złościsz.
Przypomniał mi Pottera.  Czekałam na zbliżający się przypływ furii, jednak ten nie nadchodził. Pojawiło się tylko nieodgadnione uczucie w okolicy brzucha. Było to nawet całkiem przyjemne. Spojrzałam na niego. Patrzył na mnie zza wachlarza długich czarnych rzęs. Przyglądał się uważnie tymi czekoladowymi oczami. Coś we mnie drgnęło. Bliżej nieodgadnione uczucie. Czułam jak się roztapiam w jego spojrzeniu.
- Co ze mnie za gentelman, skoro nawet nie raczyłem się przedstawić. Jestem Luca.
- Miło mi – powiedziałam. Czułam jak się powoli rumienię. – My tu gadu gadu, a Joe leży nieprzytomny. Trzeba coś zrobić.
Luca wyczarował niewidzialne nosze i przelewitował na nie Joe’go. Biedak stracił całą energię przez tą teleportacje.
- Przeniosę go tylko pod opiekę Luci. Tam będzie bezpieczny, a my będziemy mogli w spokoju porozmawiać.
- Jasne.
Luca poszedł z Joe. Ja czekając na niego rozejrzałam się po pokoju. Moją uwagę przyciągnęły zdjęcia na kominku. Podeszłam bliżej i wzięłam do ręki jedno ze zdjęć. Było na nim dwóch chłopców w wieku około 8 lat. Razem bawili się na miotłach, znaczy próbowali grać w quiddicha.
- To ja i Joe – powiedział Luca.
- Och, nie słyszałam jak przyszedłeś.
Luca stał oparty o framugę drzwi przyglądając mi się badawczym wzrokiem.
- Byliśmy bardzo szczęśliwi, nie to co teraz. Ale cóż. Siadaj dziewczyno, na pewno jesteś zmęczona.
Skorzystałam z „zaproszenia”. Usiadłam i zakręciło mi się w głowie. Czułam się w sumie dobrze, jednak byłam wycieńczona psychicznie. Zignorowałam ból.
- Więc…
- Ach. Pewnie myślisz, że to kolejna pułapka, cara mia.
- Nie mam powodu, by ci wierzyć, nie znam cię, ani ty mnie. Niby czemu miałbyś mi pomagać prawie mnie nie znając? – zapytałam podejrzliwie.
- Wystarczy, że znam Joe’go. Myślisz, że mógłbym zdradzić jedyną osobę, na której mogę polegać?
- Ludzie robią dziwne rzeczy z różnych pobudek.
- Ale nie ja dziewczyno! Jestem honorowym człowiekiem. Nigdy bym nie zdradził Joe’go. Prędzej bym umarł!
- To dzisiaj rzadko spotykane zachowanie.
- Och tak belissima, tacy ludzie jeszcze istnieją.
- Dzięki za uświadomienie mnie. Luca, opowiesz mi o co chodzi w tej całej kłótni ?
- Jakiej?
- Wiesz o czym mówię. Joe, Igor? Dlaczego wmieszali w to moją kuzynkę?
- Mówisz o Aless? Być może dlatego, że Igor chce pokazać swoją wyższość i to, że może mieć wszystko.
- Ja…
- Myślę, że nie powinienem ci o tym opowiadać, cara mia.
- Nalegam. Czyżbyś potrafił mi odmówić?
Spojrzał na mnie tymi czekoladowymi oczami przyglądając mi się uważnie. Lustrował mnie wzrokiem, jednak nie tak natarczywie jak raczył robić to Potter. Przybliżyłam się. Ten wzrok mnie przyciągał.
- Nie – powiedział z ociąganiem – nie potrafię ci odmówić, jednak sądzę, że Joe miałby mi za złe to, że wyjawiam ci szczegóły jego życia.
- Myślę, że nie byłby zły, gdyby wiedział, że uratowałam jego tyłek.
- Non, belissima.
- Luca… - powiedziałam do niego zachęcającym głosem – musisz mi powiedzieć, jeśli mam szansę uratować moją kuzynkę od Igora!
- Co… Co? Ona jest z Igorem? Merda!
- Luca?
- Cretino, jak on mógł się tak nabrać? Umowa, phi, asino.
- Luca, spokojnie… Uspokój się.
- Wybacz mi, cara. W towarzystwie takiej damy jak ty, nie wypada mi mówić takich obelżywych słów.
- Luca, teraz powiedz mi o co w tym tak naprawdę chodzi, błagam. Tylko ty możesz mi jakoś pomóc!
- Cara mia, nie powinnaś mnie prosić, ani wiedzieć takich drastycznych rzeczy, ale zgoda. Igor nie był kiedyś taki. Był nieśmiałym, fajnym dzieckiem. Można się było z nim pobawić. Jednak ja zawsze wolałem Joe’go, był zawsze taki hm, nie wiem otwarty. Miał coś w sobie, co ciągnęło do niego ludzi. Potrafił mówić, tak że wszyscy słuchali oniemiali. Igor tego nie miał, nie miał tylu przyjaciół, za nim żadna dziewczyna nie spojrzała. Wszyscy byli wręcz zakochani w Joe. Igor coraz bardziej się odsuwał od brata. Widać było, że zazdrościł mu nie tylko tego, ale przede wszystkim jego talento.
- Talento?
- Joe ci nie powiedział?
- Nie, nie wspominał nawet.
- To przez skromność.
- Ale co to jest, te jego wielkie talento? – pytałam zaciekawiona.
- Odkryjesz to w swoim czasie, cara, nie wszystko na raz. Co do opowieści. Igor coraz bardziej odstawał. Pamiętam, jak wplątał się w mafię, skąd nie było już powrotu. Na każdym kroku pokazywał, że to on jest najlepszy i zaczął wyżywać się na Joe. Zdarzało się nawet, że go bił do krwi. Aż pewnego razu był tak wściekły, że zabił jego matkę. Podejrzewamy, że to on. W tamtym dniu kręcił się blisko niej. Widziano go ostatniego przy niej.
- Co? Ale dlaczego miałby to robić?
- Dlatego, że ona kochał Joe. Był zawsze dla niej małym synkiem. Nie to co ojciec. Ojciec nienawidził go tak samo jak Igor. Nigdy nie odkryliśmy dlaczego. Joe bardzo przeżył tą stratę i poprzysiągł sobie, że już nigdy więcej nie da sobie odebrać ukochanej osoby.
- Jednak złamał przysięgę.
- To nie tak Lily.
- A jak? Jak wytłumaczysz to, że zostawił Aless?!
- Cara mia, uspokój się. Daj mi dokończyć. To był układ. Joe wierzył, że jego brat ma jeszcze odrobinę człowieczeństwa. To miało być coś w rodzaju wymiany. Joe obiecał coś Igorowi, w zamian za  bezpieczeństwo Aless. Igor wykiwał nie tylko mnie i Joe, ale również ciebie. Eliksir Wielosokowy, mówi ci to coś?
- Najtrudniejszy eliksir do uważenia, który dzięki cząstce ciała zmienia tego kto go wypije w osobę, której ciało znajduje się eliksirze – ciągle zastanawiała mnie ta cena, którą musiał zapłacić Joe w zamian za bezpieczeństwo Aless. Co to mogło być?
- Dokładnie. Dość długo nie rozmawiałem z Joe. Martwiłem się, że coś mu zrobił. Nie wiedziałem jak go znaleźć, a próbowałem wszystkiego. Nie rozumiem roli jaką odgrywasz w tym porwaniu. Wiedz, że Igor nie spocznie dopóki cię nie znajdzie.
- Przynajmniej odciągnie go to od Aless.
- Nie martw się, belissmia, obronię cię.
- Dziękuje mój dzielny rycerzu.
- Zrobiłbym wszystko dla tak pięknej damy. A teraz do rzeczy, jak go znalazłaś?
- Czy to ważne? Ważne, że jest bezpieczny.
- Coś za coś. Informacje za informacje.
- To jest dziwne Luca. Wątpię, że zrozumiesz.
- Niech nie zwiedzie cię mój wygląd, w rzeczywistości wiem więcej niż się wszystkim wydaje.
- To było na prawdę dziwne. Śniło mi się to, coś w rodzaju snu proroczego. Widziałam jak Igor porywa Joe’go i co z nim robi. To jest dla mnie zbyt świeże, aby opowiedzieć ci wszystko ze szczegółami. Zignorowałam sen, sądząc, że to zwykły koszmar. W dzień nie dawało mi to spokoju, więc sprawdziłam to. Znalazłam jego mieszkanie, ślady włamania. Sądząc, że w śnie widziałam przyszłość. Ruszyłam na ratunek, można by pomyśleć, że na samobójczą misję. Dzięki Joe znaleźliśmy się u ciebie. Właściwie to on uratował mnie, a nie ja jego. Teraz dopiero wiem, że widziałam przeszłość. Taki sen zdarzył mi się pierwszy raz.
- Przydałoby się nauczyć kontrolować twoje sny. To dałoby nam przewagę nad Igorem.
- Wiem, niestety nie potrafię. Nie wiem skąd wzięły się u mnie takie zdolności. To jest wręcz przerażające.
- Doskonale cię rozumiem. Gnębią mnie podobne rzeczy.. Nieważne. Zagadałem się i również ciebie. Na pewno jesteś zmęczona i chciałabyś się odświeżyć Lilyanno.
Zazgrzytałam zębami.
- Coś nie tak belissima?
- Nie nazywaj mnie tak.
- Kwintesencja twojej urody jest zaista. Nawet teraz, gdy twoja twarz skrywa grymas.
- Pięknie mówisz. Gdzie ukryłeś ten tłum dziewczyn ustawiający się za tobą w kolejce? - zaczęłam rozglądać się po pokoju.
- Niestety, zniechęca je moja nieśmiałość.
- Trudno to zauważyć Luca.
- Zapewne chcesz się odświeżyć. Tam jest łazienka – wskazał mi kierunek w którym powinnam się udać.
- Dziękuje.
Wstałam. Znowu poczułam zawroty głowy, które starannie ignorowałam podczas rozmowy. Złapałam się za głowę.
- Wszystko dobrze dziewczyno?
Jednym susem znalazł się koło mnie. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo pochłonęła mnie nicość. Zemdlałam.
-------------------------------------------------------------------
W opowiadaniu pojawia się nowy bohater - Luca
  -----------------------------------------------------------------
Co wy na to, żebym czasami napisała coś oczami James'a?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz