Wylądowaliśmy
w jakimś garażu. Nie za bardzo wiedziałam gdzie jesteśmy i byłam tylko troszkę
przerażona. Jeśli troszkę można nazwać dygotaniem…
- Joe… Ty… ty… ty… jesteś – odjęło mi mowę ze zdziwienia.
- Joe ty skończony palancie ! – wrzasnął ktoś z boku – Co ty do cholery
wyprawiasz?
- Lily, nie przejmuj się to tylko mój „ukochany braciszek” – powiedział Joe z
przekąsem.
Stanął tyłem do mnie zasłaniając mnie swoim ciałem. Co w sumie nie było takie
trudne, bo stała w cieniu. Zza jakiś drzwi wyleciał mężczyzna wzrostu Joe’go.
Byli do siebie podobni, prawie jak dwie krople wody. Zielone oczy, krótkie
brązowe włosy. Tylko te oczy nie przypominały oczu Joe’go. Te pałały
nienawiścią i żądzą mordu.
- Cześć braciszku – powiedział.
- Daruj sobie Igor. Czego ode mnie chcesz? Marnujesz mój tak piękny dzień swoją
obecnością.
- Jak to nie wiesz o co ? Co ty sobie do cholery wyobrażasz? Że masz w dupie to
co ojciec powiedział ? Że możesz pieprzyć te ustalenia ? Że ot tak sobie
będziesz ją miał bo ty tak chcesz? – darł się Igor. – O nie. Każdy ma w dupie
ciebie i to co ty chcesz!
- Nigdy jej nie dostaniesz Igor! Ona nie jest żadną rzeczą, którą możesz od tak
sobie posiąść, bo masz taka zachciankę! Ona cie nie chce i nigdy nie zechce.
Nigdy nie będziesz miał jej miłości.
Igor parsknął ze śmiechu – Ty w to wierzysz?
- Tak, bo miłość zwycięża wszystko !
- Hahahahahahahahahaha !! Wzruszają mnie twoje ckliwe gadki. Miłość nie
istnieje pogódź się z tym raz na zawsze. Ponoć matka nas kochała, ale jakoś jej
nie widzę tutaj !
- Mamy w to nie mieszaj – huknął Joe. – Nigdy jej nie dostaniesz. Ona nigdy nie
będzie chciała takiego tyrana jak ty Igor, który na każdym kroku może ją zabić!
Nigdy nie będzie chciała potwora dla którego zabijanie to hobby. Jak myślisz
spodoba jej się to ?
- Jesteś zakałą tej rodziny Joe. Lepiej zmień się… Ale przecież ty nigdy nie
będziesz godny bycia takim jak ja.
- Och serio ? Wierz mi nie chce, dzięki… A tak w ogóle nie masz czegoś do
załatwienia ? Jakiejś misji czegoś ? Bo marnujesz tu swój czas. Nigdy więcej tu
nie przychodź! Nie strasz mnie bo ja się ciebie wcale nie boje! I nie groź jej
bo to ci nic nie da! Nigdy nie będzie twoja!
- Będę napawał się widokiem twojego cierpienia, kiedy będę ja miał i będę jej
smakował kawałek po kawałku, a potem zabije.. To będzie piękny widok!
- NIEEE! – Joe rzucił się do przodu, ale Igor już zniknął, więc jedyne co mu
się udało, to złapać powietrze.
- Już dobrze Joe. Wszystko gra? – zapytałam cicho.
- A do cholery wygląda jakby grało? – odparł ostrym tonem.
- Nie… Joe o co tu chodzi ?
- Nie chce o tym rozmawiać !!!!! – krzyknął. – Przepraszam cię Lily ! Jestem
bardzo zdenerwowany i roztrzęsiony tym wszystkim.
- Możesz mi powiedzieć Joe, a ja cie wysłucham, ale poczekam aż będziesz gotowy
to zrobić.
- Dzięki, ale raczej nie… Chodź musze ci coś koniecznie pokazać.
- Joe, ale gdzie my w ogóle jesteśmy ?
- Spoko Lily, luzik. Zaufaj mi. No chodź nie mamy przecież wieczności.
Zaciągnął mnie do motocykla.,
- Honda Custom shadow 750 ? – zapytałam
- Znasz się na motocyklach Lily ?
- Jasne, to moja druga największa pasja zaraz po ma…. – skarciłam się w
myślach. Prawie się wygadałam o magii. Ale zaraz, przecież Joe nie jest do
końca normalny. Jeśli nie jest czarodziejem to kim jest… ? Dreszczyk
przerażenia przebiegł mi po plecach. I czego może chcieć ode mnie ?
- Zaraz po czym Lily ? – spojrzał na mnie tymi oczami.
- Chodź Joe, nie mamy dużo czasu. Musimy wrócić przed moją kuzynką, bo inaczej
będę już wieczorem martwa! – próbowałam zmienić temat, jednak marnie mi wyszło,
bo Joe powiedział:
- Nie martw się Lily jeszcze się dowiem co ukrywasz.
Podał mi czarny kask i ruszyliśmy w nieznaną mi drogę. Jedno z moich marzeń
spełnia się !! Jechaliśmy przez zatłoczone ulice Rzymu, do momentu aż
wyjechaliśmy za miasto. Joe skręcić w jakąś boczną dróżkę i stanął, kiedy
zaczął się wyłaniać początek lasu. Zsiadł z motocykla i zdjął kask. Ja zrobiłam
to samo. Złapał mnie w talii i poczułam uczucie towarzyszące teleportacji.
Zaskoczona obrotem spraw zatoczyłam się do tyłu i upadłam. Na dodatek te
cholerne słońce mnie oślepiało.
- Wszystko w porządku dziewczyno ? – zapytał Joe oferując mi swoją rękę.
Podałam mu swoją i pociągnął mnie w górę. Od razu zakrył mi oczy dłońmi.
- Joe wariacie co ty robisz? A jak się przewrócę?
- Spokojnie… Zaufanie Lily pamiętasz?
- Znam cię jeden dzień i możesz okazać się psycholem, który chce mnie
wykorzystać.
Stawiam, że Joe wywrócił oczami.
- Czy ty uważasz mnie za takiego faceta Lily ? Czy to nie ja ci pomogłem uciec
kilka godzin temu?
- Wybacz Joe…
- A teraz patrz… - i zdjął ręce z moich oczu. Przede mną rozpościerała się
panorama Rzymu. Aż zabrakło mi słów, żeby to opisać. To było magiczne miejsce,
a zarazem niesamowite.
- Joe… Tu jest…jest… och tu jest po prostu pięknie, cudownie, niesamowicie,
olśniewająco! – mówiłam.
- Prawda? To jest jedno z moich miejsc, które mnie uspokaja.
- Wcale się nie dziwie. Ja też już kocham to miejsce.
Usiadłam na ogrzanej przez słońce trawie. Słońce przyjemnie muskało moje nogi
promieniami. Joe powtórzył mój gest.
- Właściwie to zabawne Lily. Jesteś pierwszą kobietą, którą tu przyprowadziłem.
To naprawdę zabawne, bo właśnie tu ją poznałem… Była jak anioł zesłany z nieba…
- Musi być niesamowita…
- Jest… Dalej nie wierze w to, że istnieje… Wiem, że masz do mnie sporo pytań,
ale nie jestem pewien czy na nie odpowiem.
- Co.. Kim… To znaczy kim ty jesteś ?
- Ja.. nie wiem czy mogę powiedzieć Lily…
- Jesteś trolem, złym ogrem, wilkołakiem ?
- Niee, nic z tych rzeczy.
- A czarodziejem?
Joe zbladł. Nie mogłam opanować się ze śmiechu.
- Wierzysz w magię Lily ?
- Hm… Jakby ci to powiedzieć…
- Wiesz coś czego zwykły mugol nie powinien?
- Słucham?
- To znaczy człowiek… Czego człowiek nie powinien?
- Nie , nie jestem mugolem Joe… jestem częścią tej magii Joe… Ale ty bądź
ostrożniejszy, bo nie wiesz na kogo trafisz.
- Chodzisz do Hogwartu ?
- Tak tam jest niesamowicie ! Ale ciebie tam jakoś nie widziałam.
- Chodziłem do Durmstrangu, bo akurat wtedy mieszkałem w Bułgarii.
- Opowiedz mi o niej Joe…
- To nie takie proste… To nie jest dobry moment.
- A kiedy będzie dobry ? Kiedy Igor ją zabije, wtedy będzie dobry moment ?
Teraz możemy jeszcze coś zrobić, ale wtedy będzie za późno.
- Czasami myślę, że odejście od niej to jedyne wyjście.
- Joe palancie! Czy ty nic nie rozumiesz? O to właśnie chodzi Igorowi! O to,
żebyś usunął się z jej życia i zostawił mu miejsce do popisu. – nigdy bym nie
pomyślała, że faceci są tak niedomyślni.
- Dobrze wiesz, że tego nie chce…
Wiesz, te miejsce to moja mała oaza spokoju. Przychodzę tu jak mam zły dzień.
Teleportowałem się tutaj. W tamten dzień pokłóciłem się z bratem. Przyszedłem
tutaj, znaczy wiesz teleportacja jest świetna. W zasadzie nikogo tu nigdy nie
spotkałem. Ale była tu ona. Ciskała w dół wszystkim co jej weszło pod rękę.
Kipiała ze wściekłości. Przywitałem się i o mało co nie dostałem kamieniem w
twarz.
- Ugh dziewczyno co za miłe powitanie.
- Spadaj dupku. Wszyscy faceci to świnie więc ty inny nie będziesz.
- Nawet mnie nie znasz.
Tak mnie zagadała, że koło mojego ucha przeleciała jej szpilka, po ty by się
wbić w drzewo.
- Spokojnie dziewczyno.
Zamachnęła się kolejny raz, ale zręcznie uniknąłem strzału i nie unieruchomiłem
jej ramion. Tzn. właściwie ja przytuliłem, ale to nie ważne. Nasze spojrzenia
się skrzyżowały. Te piękne niebieskie oczy. Miały to coś w sobie, czego od
zawsze szukałem. Przyciągały mnie swoją magią. Zaczerwieniła się i oblizała
wargi zachęcając mnie do pocałunku.
- Och dziewczyno.
Przycisnąłem swoje wargi do jej. W powietrzu czułem tylko zapach jej perfum i
malinowego błyszczyka, który teraz usuwałem. Zatopiłem się w tym pocałunku.
Potem zaprosiłem ją na kawę. Nie sądziłem, że taka dziewczyna może zwrócić
uwagę na mnie. Opowiedziała mi jak to pokłóciła się z facetem, bo przyszedł do
niej i powiedział, że jest jego. Domyśliłem się, że to Igor. Z początku miałem
ją tylko chronić, ale z momentu na moment, ten czas który z nią spędziłem
przerodził się w coś więcej… W miłość. Wiem, że dla niej i jej miłości zrobię
wszystko, nawet poświęcę siebie.
- Och Joe… To szczęściara, ale dobrze że ma ciebie.
Spojrzałam na zegarek.
- Wstawaj, zasiedzieliśmy się, a ja musze być niedługo w domu.
- Ale nie usłyszałem jeszcze twojej historii.
- Joe nie lubię o tym mówić.
- Ja też nie, ale się przed tobą otworzyłem. A ty co nie masz zamiaru prawda?
- Głupoty gadasz Joe. Serio. Musze sobie to poukładać. To za świeża sprawa dla
mnie.
- A kiedy zdarzyło się to o czym mówisz?
- Joe błagam… Nie chce, żeby dopadły mnie teraz wspomnienia .A teraz zwijamy
się powoli.
- Lily jesteś wspaniałą przyjaciółką. Znamy się 2 godziny ,a ja mam wrażenie,
że całą wieczność.
Złapał mnie w pasie i już wylądowaliśmy na dole.
Podjechaliśmy pod kawiarnie. Podziękowałam pożegnałam się i umówiliśmy się na
kolejne spotkanie. Poszłam do domu. Aless mieszkała w domku wielorodzinnym tj.
mieszkały tam 3 rodziny. Miała całe 1 piętro wraz z poddaszem. Piękne
mieszkanie. A za domkiem jeszcze ogródek. Weszłam do środka. Usłyszałam wesołą
krzątaninę w kuchni.
- Aless to ty? – zapytałam.
- Gdzieś ty się szlajała Lily – zawołała kuzynka z kuchni –tak się o ciebie
bałam. Gdzie byłaś?
- W takiej kawiarence…
- Jakiej ?
Przez całą tą sytuacje wyleciała mi z głowy nazwa tej kawiarni. To wszystko
przez Smarka.
- A co tak ładnie pachnie? – zmieniłam temat. Aless połknęła haczyk i się
zaczerwieniła.
- To jakaś specjalna okazja ? – nie dawałam jej spokoju.
- Nie… Właściwie… Ah sama zobaczysz! – zmieszała się i poszła do kuchni.
Weszłam do salonu przez który mogłam przejść do swojego pokoju. Zdziwiłam się,
bo stół był nienagannie przystrojony. Potrawy pachniały niesamowicie.
- To musi być ktoś wyjątkowy – zaśmiałam się.
Weszłam po schodach. Zdążyłam wziąć prysznic i gdy zapinałam spodnie rozległ
się dzwonek do drzwi. Powoli wyszłam na schody. Byłam u góry schodów, gdy Aless
była już przy drzwiach. Otwierała je, a ja z przerażonym wyrazem twarzy
patrzałam na gościa. Wciągnęłam głośno powietrze.
- Lily to jest Joe.
Joe patrzał na mnie z wyraźną paniką w oczach.
- Witaj Lily.
- Lily możesz być tak dobra i zaprowadzić Joe’go do salonu ?– zapytała Aless i
zawróciła w kierunku kuchni.
- Ty – wydarłam się szeptem.
- Lily przysięgam nic nie wiedziałem – tłumaczył się Joe.
- Dlaczego akurat ona? Jest taka dobra i ładna. Nigdy nikogo nie zraniła, nawet
głupiej muchy nie potrafi zabić!
- Lily ja… Ja naprawdę cię przepraszam.
- O Boże – zakręciło mi się w głowie – ona jest w cholernym niebezpieczeństwie.
Ten potwór może ją zabić! Mówiłeś jej o tym ?
- Nie chce jej w to mieszać! Musze znaleźć inny sposób.
- Do cholery Joe co masz zamiar zrobić !?
- Nie wiem Lily… Coś wymyśle.
- No właśnie nie wiesz, a twój braciszek doskonale wie ! Ona powinna to
wiedzieć ! – powiedziałam to trochę zbyt głośno.
- Wiedzieć co? – dobiegł nas głos Aless.
Z Joe spojrzeliśmy po sobie przestraszeni i niepewni.
------------------------------------
Przepraszam... Notki miały się ukazywać raz w tygodniu, ale mam natłok zajęć
związanych z liceum. Nie wyrabiam się w czasie !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz