sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział VI - A świat zawirował

Nie wiedziałam co ma robić. Totalnie spanikowałam. Po prostu nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Nie mogłam się ruszyć z podłogi. Jakby mnie zamroziło w czasie. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, a przede wszystkim jak mogłam pomóc Joe'mu. Mogłam oczywiście poprosić Aless, ale wiem jakby to się skończyło. Ten jej wzrok, gdy pada imię chłopaka mówi sam za siebie. Co mogłam zrobić ? Myślałam gorączkowo. Palnęłam się w głowę. RÓŻDŻKA! W końcu od czego ją mam !Tyle, że nie mogę jej używać poza szkołą. Ale co jeśli mugol zobaczy? Co jeśli wyrzucą mnie ze szkoły za takie coś? Co jeśli... Trzeba wziąć się w garść i chociaż raz być odważną. Poderwałam się na nogi i pobiegłam do domu. Trzeba zaryzykować, chociaż raz w życiu.
W domu na całe nieszczęście spotkałam moją kochaną kuzynkę. Ostatnio prawie wcale ze sobą nie rozmawiamy. Aless nie ma czasu dla mnie przez swojego chłoptasia nowego. Cóż trudno się mówi.
- Gdzie się wybierasz Aless? – zapytałam od niechcenia.
- Do kina, a potem na kolację, a potem… - zaczerwieniła się. To niedobry znak.
- Mhm. To ja już pójdę. Mdli mnie na te wasze miłości.
Zaczęłam iść w kierunku swojego pokoju.
- Miałam nadzieję, że poznasz Igora.
Na dźwięk tego imienia dosłownie mnie zamroziło w miejscu. Zastanawiałam się czy przypadkiem się nie przesłyszałam. Ale.. To wszystko trzyma się kupy. Joe jest uwięziony, ten idiota Igor sprawił, że ma Aless w garści i może zrobić jej wszystko co chce.
- CO? Co ty powiedziałaś?? – krzyknęłam.
- Powiedziałam, że Igor.. – mówiła hardym głosem. Mimo to jej przerwałam.
- Żaden Igor słyszysz! Nigdzie nie pójdziesz z Igorem!
- Ale nawet go nie znasz Lily.
- Znam i to za dobrze. Nigdzie się dzisiaj nie wybierzesz, słyszałaś??
- Nie zabronisz mi spotykania się z Igorem?
- Masz rację nie zabronię, ale jeżeli pójdziesz z nim dzisiaj, wiedz że nie masz kuzynki.
Działałam impulsywnie. Co miałam robić ? Pozwolić mu jej coś zrobić.
- Ale Lily…
- Wybór należy do ciebie Aless.
Zachowywałam się strasznie. Wiem to, ale byłam przekonana, że mnie wybierze. Chciałam tego, chciałam ją ochronić przed tym potworem.
- W takim razie, cześć Lily. Wychodzę. Przynajmniej on nie karze mi wybierać.
- Słucham? Nawet go nie znasz ! Nic o nim nie wiesz!!
- Wiem o nim więcej niż ty!
- Droga wolna Aless, ale nie wracaj z płaczem. Albo czymś gorszym. On jest niebezpieczny, Aless błagam posłuchaj mnie i zostań w domu. On jest zdolny do wszystkiego. Może zrobić ci krzywdę.
- Chyba jesteś śmieszna. Miłego wieczoru – powiedziała i wyszła trzaskając drzwiami.
Teraz  to już w ogóle nie wiedziałam co mam robić. Ona spotyka się z nim, a ja … To jest ta szansa. Przecież jego tam nie będzie. To jest moja jedyna szansa, aby uratować Joe’go.
Pobiegłam do swojego pokoju i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do plecaka. Przy okazji znalazłam różdżkę. Nie należała ona do mnie, więc do kogo ? To jedna z fałszywych różdżek, którą wciskał mi Potter. W tym momencie byłam wdzięczna za to, że taki gumochłon istnieje. Nie wiedziałam w sumie jak ona działa. Wzięłam szybko kawałek pergaminu i pióro.
Drogi Potterze!
Idiotycznie, przecież nie mogłam tak zacząć listu.
Co u ciebie słychać? Dawno się nie odzywałeś i…
I co napiszę, że bardzo tęskniłam za twoimi listami? Ble… Jak w ogóle mogę pisać list do niego. Jeszcze pomyśli, że go przepraszam za to co się stało. Jeśli tak myśli, to się grubo myli. Wzięłam nowy kawałek pergaminu.
Drogi Syriuszu!
Tak to idealna osoba do takiej sprawy. Syriusz. Niedawno myślałam, że jest taki sam jak jego przyjaciel „James”. Jednak się pomyliłam. Pomógł mi kilka razy wyjść z opresji. Uratował mnie przed Filchem i w ogóle. Jeden z moich najlepszych przyjaciół, wśród facetów. Mogłam na nim polegać. Byłam tego pewna na 100%.
Co u ciebie słychać? Mam nadzieję, że nie załamałeś się nerwowo w domu? Wytrzymujesz jeszcze z matką, czy dałeś już jej popalić? Jak mijają wakacje? Bardzo bym chciała wybrać się, gdzieś z tobą, Remusem i dziewczynami nad jezioro, ale niestety nie ma mnie z wami  buuu  Ostatnio robiłam porządki w kufrze i znalazłam jedną z fałszywych różdżek Pottera. Jak ją używać ? Wiem głupie, że pytam się ciebie o takie rzeczy, ale nie chce sobie zrobić nią jakiejś krzywdy. Do zobaczenia za miesiąc (Mam nadzieję). Pozdrawiam i przesyłam buziaki dla ciebie.
Ruda.

Przywiązałam list do sówki, a ta poleciała. Czekałam i czekałam, a odpowiedź nie nadchodziła. Wiedziałam, że nie mogę długo czekać. Minęło pół godziny, godzina. Wiedziałam, że nie mam więcej czasu. W międzyczasie, napisałam krótki liścik dla Aless:
Kochana kuzynko!
Przepraszam cię za tą kłótnię, jednak wiem, że mam rację.
Przykro mi, że tak wychodzi jedno z naszych pożegnać, ale widocznie tak musi być. Wiedz, że cię kocham, ale chcę cię również chronić, ale ty się nie dajesz, niestety. Masz wybór. Ja albo Igor? Nie martw się i nie szukaj mnie. Wpadnę któregoś dnia, zobaczę co u ciebie, ale naprawdę nie szukaj mnie. Kocham cię pamiętaj.
Lily.
Nie zwlekałam dłużej, bo i tak nie miałam na to czasu. Z jednej strony strasznie martwiłam się o kuzynkę, ale z drugiej strony bardzo dobrze się złożyło. Miałam jakieś minimalne szanse na uratowanie Joe’go.
Wyszłam z domu. Złapałam pierwszy lepszy autobus i pojechałam na adres, który pamiętałam z snu. Wysiadłam i rozejrzałam się. Jak mogłam znaleźć te właściwe drzwi. Chodziłam jak opętana po dzielnicy. Byłam niesamowicie skupiona, aż w końcu znalazłam je. Poziom adrenaliny we krwi znacznie wzrósł. Podniosłam kamień, który pałętał mi się pod nogami. Przyczaiłam się przy drzwiach. Były one w jakimś zaułku, tak więc nikt nie mógł zobaczyć co robię. Moje wyostrzone zmysły odbierały sygnały jęczenia i podniesiony głos. W około nie było nikogo kto mógłby mi pomóc. Podeszłam do drzwi. Nacisnęłam klamkę, ale nie chciała puścić. Wzięłam różdżkę i wyszeptałam:
- Alohomora
Drzwi ustąpiły z cichym szczęknięciem. Cały czas nasłuchiwałam w obawie, że ktoś w środku pomieszczenia mnie  usłyszy. Zakradłam się do środka. Różdżkę trzymałam przed sobą w gotowości. Na końcu korytarza półotwarte drzwi rzucały lekką poświatę. Nie zwracałam uwagi na smród i pełno robactwa. Ważne było tylko ratowanie Joe’go. Podeszłam bliżej drzwi. Słuchałam jak podniesiony głos prowadził monolog. Był to właściwie kobiecy głos. Podeszłam bliżej. Teraz widziałam ją dokładnie. Niska, przysadzista brunetka „modliła się” nad ciałem nieprzytomnego Joe’go.
- Petrificus Totalus – szepnęłam. Dziewczyna upadła na ziemię. Jej ciało było jak sparaliżowane. Nie spodziewała się widocznie nikogo.
Na podłodze leżał szatyn. W miarę jak podchodziłam bliżej dostrzegłam chudego chłopaka z połamanymi kośćmi. W ogóle gdybym nie wiedziała, że to Joe to nie poznałabym go. Chwyciłam go za rękę i zbadałam puls. Był ledwie odczuwalny. Przestraszyłam się, że niedługo Joe niedługo umrze.
- Joe, Joe obudź się proszę.
-….
Żadnego odzewu z jego strony. Widocznie był nieprzytomny po torturach, które mu zadali.
- Joe słyszysz mnie ? Proszę obudź się – mówiłam. Nie miałam dużo czasu. Byłam w sumie przerażona, że jestem tak blisko wyrwania go stąd. Będę żałować jak mi się nie uda i zostanę tu razem z nim.
- Joe błagam obudź się! – mówiłam coraz bardziej spanikowanym głosem. Uderzyłam go kilka razy po twarzy w nadziei, żę może to coś pomoże.
Nagle usłyszałam szczęk drzwi. Dopiero teraz wpadłam na to, że mogłam rzucić zaklęcie. Pospiesznie przeszukiwałam głowę, aby znaleźć zaklęcie ocucające. Pamiętałam je, miałam je wręcz na końcu języka.
- Enervate – miałam nadzieję, że to zadziała – Joe zabierz nas stąd – błagałam. Postać coraz bardziej się zbliżała. Słyszałam jej kroki w korytarzu.
Joe otwierał powoli oczy zdezorientowany.
- Joe teleportuj nas błagam – powtarzałam.
- Irmina? – usłyszałam głos.
Moje oczy wręcz błagały Joe’go, aby coś zrobił.
- Accio różdżka Joe’go – różdżka posłusznie przyleciała.
Podałam mu ją. Wziął ją ode mnie drżącymi palcami.
Postać weszła do pokoju. Wręcz czułam jej oddech na swoim karku.
- A co tu się do cholery dzieje? – odwróciłam się. Patrzał na Irminę. To nie był Igor, ale jakiś napakowany koleś. Odwrócił się. Dostrzegł nas. Modliłam się, aby się udało.
- Kim ty do cholery jesteś ? I jakim prawem tu przebywasz dz****!!! – krzyczał zbliżając się do nas.
Znalazł się jakieś 5 m od nas i coraz bardziej się zbliżał. Czułam jego swąd na całym ciele. Już był na równi z nami, gdy poczułam znajome uczucie wokół pępka, a świat zawirował.
-----------------------------------
Notka nie najlepsza w moim wykonaniu. Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz