sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział IX - Samobójstwo, część II - Plan B

Jak już pisałam, opowiadanie odbiega od schematu i to bardzo  język2
Co do shrew: czyli James + Dor =  serce  ?
Zdecydowanie nie!
Mogę zdradzić, że James'a i Dor nie połączy jakieś głębsze uczucie, choć na początku może to tak wyglądać. Mogą uchodzić za parę, jednak w rzeczywistości nią nie będą. To jest bardzo skomplikowane i w Hogwarcie wyjaśni się, co tak na prawdę łączy tą dwójkę.
Alecto: Lily wróci do Anglii?
Jasne, przecież musi się dostać do Hogwartu :D Już niedługo za jakieś 3 notki Ruda szykuje się do powrotu. Oczywiście, jeżeli notki się nie przeciągną. Uwaga Londyn! Ruda nadchodzi!
Anonimka: Lily&James
James będzie na pewno nie raz będzie zachowywać się nienormalnie w stosunku do rudowłosej. Zachowanie Jamesa jest ściśle związane z wydarzeniem na błoniach.
Niedługo pojawią się odpowiedzi na wasze pytania !  ; ))
--------------------------------
- Non, cara mia, błagam cię, myśl racjonalnie ! Nie chce, żebyś zginęła!
- Luca. Miałam nadzieję, że mnie zrozumiesz. Chce…
- Rozumiem, ale ty chyba nie wiesz co on ci zrobi jak cię zobaczy!!! Zabije cię Lily! Nie oszczędzi cię, dlatego że jesteś dziewczyną. On nie jest człowiekiem!
- Nie przeraża mnie to Luca. „Aby umrzeć w miejsce kogoś kogo się kocha, wydaje się być dobrą możliwością”*
- Nie pozwolę ci na to! Nie wyjdziesz stąd!
- I co będziesz mnie tu trzymał jak więźnia? – szydziłam z niego. - Pójdę z tobą lub bez ciebie.
- Dziewczyno pragnę tylko twojego bezpieczeństwa, nie rozumiesz tego?
- Wiem, dlatego błagam cię, pomóż mi !
- Mam inne wyjście cara mia ?
- Myślę, że nie.
Planowaliśmy i planowaliśmy, aż w końcu wpadliśmy na genialny plan. Wydawał się łatwy i prosty. Ale gorzej z wykonaniem.
Szłam do pokoju. Po drodze usłyszałam podniesione głosy, co mnie zdziwiło. Codziennie widziałam się z Joe, jednak chłopak cały czas pozostawał nieprzytomny. Strasznie zdziwiły mnie te zdławione śmiechy. Joe wyglądał coraz lepiej, mimo tego, że leżał. Z dnia na dzień nabierał kolorów i można było zobaczyć, że „nabiera życia”. Weszłam do pokoju. Przekroczyłam próg i mnie zamurowało. Dosłownie! Joe siedział na łóżku i śmiał się razem z Luci.
- A co tu tak wesoło ? – zapytałam totalnie zszokowana.
- Właśnie sprawdzałam czy wszystko dobrze, a ten wariat mnie wystraszył na śmierć. Teraz właśnie się z tego śmiejemy Lily. Zostawię was samych. Na pewno musicie porozmawiać.
Luci posłusznie wyszła. Świetna dziewczyna. Od razu ją polubiłam.
- Więc… - zaczęłam, przeciągając każdą literę.
- Co mnie ominęło Lily? – zapytał Joe.
- Raczej ja powinnam się o to ciebie zapytać. Dlaczego mi nie powiedziałeś o umowie? Dlaczego? Myślisz, że gdyby nie te.. Sny… Wiesz, że leżałbyś już dawno trupem? Dlaczego nikomu nie powiedziałeś? – mówiłam z wyrzutem.
- Może nie chciałem nikogo po prostu martwić?
- Nie przemyślałeś tego, że ci się może coś stać? Myślałam, że masz odrobinę rozumu.
- Lily, ja… Przemyślałem… To był jeden warunek, wiesz? Myślałem o Aless i o jej bezpieczeństwie. "Miłość zaczyna się wtedy, kiedy szczęście drugiej osoby staje się ważniejsze niż twoje."** Chciałem jej szczęścia, a przede wszystkim tego, żeby była bezpieczna.
- Joe, ale…
- Widzę, że Luca wyjawił ci całą historię o moim życiu – powiedział zmieniając przy okazji temat i spojrzał gniewnym wzrokiem w stronę drzwi.
- Sorry stary. Nalegała… A takiej pięknej kobiecie się nie odmawia – powiedział Luca i podszedł do nas. Zaczerwieniłam się.
- Jesteś beznadziejnym romantykiem Luca! – powiedział ze śmiechem – Czyżbyś już omotała sobie go wokół palca Lily?
- Ja? Coś ty Joe. Nie słucha mnie.
- Jasne. Nie chce mi się wierzyć. A przy okazji co u Aless? Jak się trzyma? Czy… czy ją zobaczę?
- Joe…. Ty nic nie wiesz…? - spojrzałam na Luca. Jego wzrok mówił, że mam nic nie mówić. W sumie chłopak ma rację. Tak będzie lepiej dla Joe. Wykuruje się i kiedyś mu to powiem.
- Ale co mam wiedzieć Lily?
- Ach nic.. nic ważnego – zająknęłam się. Czułam się strasznie. Okłamuje mojego przyjaciela. Nie było dla mnie usprawiedliwienia, jednak w duchu przekonywałam się, że to dla jego dobra. – Wiesz Joe. W sumie muszę lecieć, muszę załatwić pewną sprawę. Wpadnę do ciebie później – powiedziałam i ulotniłam się stamtąd. Te kłamstwo paliło mnie od środka i czułam, że dłużej bym tam nie wytrzymała.
Ruszyłam w kierunku mojego pokoju. Po drodze dogonił mnie Luca.
- Belissima wszystko ok.?
- Tak Luca, w porządku – skłamałam.
- Nie kłam, cara mia. Nie mogłaś powiedzieć mu prawdy. Załamałby się. Zależy nam na tym, aby jak najszybciej wydobrzał, potem będzie miał czas, by się martwić.
- Ale co z Aless?
- Poradzimy sobie cara mia. Ja i ty – razem - dobrze?
- Dobrze – zgodziłam się. – Ufam ci Luca. Nie spieprz tego.
W odpowiedzi pocałował mnie w policzek.
- Widzimy się za kilka minut na dole – powiedział i zniknął.
Z pokoju wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy. Zeszłam na dół.
- Gotowa?
- Jak nigdy dotąd.
- Nie wybaczę sobie, gdyby coś ci się stało – powiedział i ruszyliśmy.
Wierzyłam, że nam się uda. Według planu poszłam do mieszkania Aless sama. Byłoby zbyt podejrzane i niebezpieczne dla Luca, jakby Igor go spotkał. Weszłam jak gdyby nigdy nic. Otworzyłam drzwi i nasłuchuje. Wygląda na to, że nikogo nie ma. Wchodzę bliżej. Rozglądam się i zastaje mnie cisza. Tylko nie panikuj mówiłam sobie w myślach. Aless na pewno żyje. Zaczęłam przeszukiwać mieszkanie. Nie było ani Aless, ani Igora. Żadnych śladów włamania lub krwi. Było to pocieszające, ale nigdy nie można cieszyć się przedwcześnie. Poszłam do pokoju, który zajmowałam. Zabrałam niektóre rzeczy. Przeszukałam dokładnie swój pokój, sypialnie Aless, salon, aż dotarłam do kuchni. Moją uwagę przykuła kartka leżąca na blacie. Podeszłam bliżej.
Lily!
Trochę się posprzeczałyśmy i bardzo cię przepraszam. Wróciłam jak spałaś i nie chciałam cię już budzić. Rano wstałam wcześniej i poszłam do pracy. Jeżeli to czytasz to prawdopodobnie jestem na obiedzie z Igorem. Możesz mnie znaleźć w La Gelateria Frigidarium. Pewnie nie wiesz gdzie to jest. Dokładnie na Via del Governo Vecchio 112. Jeśli będziesz miała jakąś sprawę to koniecznie przyjdź.
Całuję,

                                   Aless
Zdziwiłam się. Czyżby Aless nie dostała mojego listu ? Mogę przysiąc, że zostawiłam go, więc nie mogła go przeoczyć. W takim razie komu zależało na tym, żeby go nie dostała? Nurtowało mnie to pytanie. Wyciągnęłam komórkę i wysłałam sms do Luca z adresem. Odpisał, żebym poczekała chwilkę, a on podjedzie. Wyszłam przed dom. Luca przyjechał po mnie…
- No nie wierze Luca! Ty i motor?
- Lubię cie zaskakiwać belissima.
- Czy.. Czy to nowa Honda custom VT750C2 Shadow?
- Zgadza się. Znasz się na tym?
- No jasne! Wychowałam się na motorach Luca. To co, jedziemy ??? - zapytałam z ekscytacją.
- Z przyjemnością cara mia.
Kochałam te uczucie. Jadąc na jakimkolwiek motorze zapominałam o całym świecie. Te poczucie wolności było cudowne. Jeszcze lepsze było to, że obok mnie siedział Luca. Czułam się w siódmym niebie. Po drodze rozpamiętywałam nasz pocałunek. Czułam, że się czerwienie. To było po prostu epickie, niesamowite i niezapomniane!
Luca zatrzymał motor z dala od restauracji. Najpierw postanowiliśmy wtopić się w tłum i zobaczyć, czy Aless z Igorem są w środku. Szliśmy, udając parę i zerkając w stronę restauracji.
- Tam są – powiedziałam.
- Nie pokazuj palcem belissima, bo jeszcze cię zobaczą.
- Co teraz robimy Luca?
- Jak to co? Idziemy na obiad – powiedział szczerząc zęby.
- Nie żartuj sobie.
- Nie żartuje. Na prawdę idziemy tam i usiądziemy w ich pobliżu. Zobaczymy co mówią. Może się czegoś dowiemy? Kto wie… - powiedział chłopak i pociągnął mnie w kierunku. Nasze palce się złączyły. Oboje spojrzeliśmy na nasze ręce, jednak żaden z nas nie puścił swojej.
- Ten stolik będzie odpowiedni belissima – powiedział. Usiadł przy stoliku, który znajdował się obok Aless z Igorem. Czy tylko ja się przejmowałam powagą tej sytuacji ?
- Co jeśli… - zapytałam, jednak Luca przerwał mi kładąc palec na moich ustach. Zbliżył się.
- Cśśśś cara mia, chyba nie chcesz, żeby cię usłyszeli – powiedział i pocałował mnie w usta. Jego oczy mówiły, że mam nie protestować i poddać się tej pieszczocie. Położyłam swoją dłoń na jego. Przejrzałam go. To był jego plan. Podszedł do nas kelner.
- Buongiorno.
- Buongiorno – odpowiedzieliśmy chórem. Luca zamówił dla nas potrawy, sama nie wiem jakie, zdałam się na jego gust, z racji tego, że nie znałam jeszcze dobrze włoskich słówek. Luca zagadywał mnie, a ja dyskretnie obserwowałam parę przed nami. Igor zachowywał się nienagannie. Udawał szarmanckiego, dżentelmena. W głowie mi się to nie mieściło? Jak on mógł tak udawać?! Wzbierała się we mnie złość.
- Spokojnie… Nie wybuchnij gniewem belissima, bo wszystko się wyda i będzie po nas.
Kopara mi opadła. Skąd on wiedział?
- Jak..? –
- Moja słodka tajemnica cara mia. A tak naprawdę zobaczyłem to w twojej minie.
Chciałam się zapytać, skąd mógł wiedzieć, co czuję. Jak to możliwe? Przecież moja twarz nie wykazywała żadnych emocji, bo doskonale je maskowałam.
Usłyszałam podniesione głosy ze stolika obok. Zaczęło coś się tam dziać niedobrego.
- Aless coś się stało ? – zapytał Igor.
- Nie, nic. Tyle, że to miejsce…. – powiedziała moja kuzynka.
- Co jest z nim  nie tak ? Znowu ci coś nie pasuje! – powiedział Igor podniesionym głosem.
- Przywołuje wspomnienia – odpowiedziała smutno.
- Czy ty znowu myślisz o nim?
- Nie mów tak! On ma imię!
- Joe , Sroł. Tylko on jest ważny. Poświęcasz mu każdą chwilę. Przecież to on cię zostawił!!! Jest do bani!!!
- Nie mów tak – odpowiedziała trochę wzburzona Aless.
- Jak? Joe to dupek i ty o tym wiesz. A teraz idziemy – powiedział i wstał. Wyciągnął pieniądze z portfela i położył na stoliku – Na co jeszcze czekasz?
- Ja się stąd nie wybieram – odpowiedziała wyniośle Aless. – Dobrze wiedziałeś w co się pakujesz. Na samym początku mówiłam co czuję, więc nie miej teraz do mnie żadnych pretensji.
- Słyszałaś? Wychodzimy – powiedział Igor. Podszedł do niej i szarpnął ją. Nie mogłam na to patrzeć. Już wstawałam, jednak Luca powstrzymał mnie przed ujawnieniem.
- Czy ty jesteś głuchy? Nie ruszam się stąd! – krzyknęła moja kuzynka.
- A ja myślę, że owszem – odpowiedział i pchnął ją tak, że mało nie upadła. Musiała podtrzymać się stolika, na który wpadła. Cicho pisnęłam. Luca próbował mnie uspokoić.
Aless odwróciła się do niego z gniewem w oczach – Coś ty zrobił?! – wysyczała z furią.
- Pomogłem ci wyjść lalka – w tamtym momencie wiedziałam, że Igor popełnił błąd. Jednak nie wróżyło to za dobrze dla Aless.
Wiedziałam co ona zamierza. Nim się obejrzałam ręka Aless spoczęłam na policzku Igora, z taką siłą, o którą nawet bym jej nie podejrzewała.
Igor patrzyła na nią strasznym wzrokiem i wyprowadził ją szarpiąc ją za rękę.
Nigdy nie byłam tak przerażona. Mój umysł pracował na najwyższych obrotach. Co teraz zamierza Igor? Czy Aless stanie się krzywda?! Bałam się, cholernie się bałam. Próbowałam przejrzeć jakoś Igora, jednak nie wiedziałam co chce z nią zrobić.
-  O nie, dziewczyno, zmywamy się – powiedział Luca i w tym samym momencie zostawił pieniądze na stoliku.
- Co się dzieje? – zapytałam nieprzytomna.
- Twoje włosy.
Zrozumiałam. Przed wyjściem Luci rzuciła na nas zaklęcie, które zmienia kolor włosów na pewien czas. Właśnie ten czas minął.
- Czas na plan B – powiedziałam.
- Plan B ? – zapytał  Luca z powątpieniem.
- Zawsze po planie A jest plan B, który mam opracowany.
Po krótcy wytłumaczyłam o co w nim chodzi. Luca nie był zachwycony. Był wręcz wściekły na mnie. Był zarazem wściekły i przerażony.
- Nie pozwolę ci na to!
- Pamiętasz Luca? Działamy razem. Musisz!
Niechętnie, po 15 minutach przekonywania z mojej strony zgodził się. Zawiózł mnie i wysadził niedaleko mieszkania Aless. Musiałam się upewnić, czy kuzynce nic nie jest, a poza tym ktoś musiał odciągnąć od niej Igora. Przeszłam się kawałek w kierunku domu Aless. Znalazłam się blisko, gdy akurat Aless z Igorem stali przy klatce i się kłócili. Nie mogłam patrzeć, jak ten tyran przebywa koło niej. Podeszłam bliżej, właściwie podbiegłam.
- Jakiś problem ? – zapytałam.
- Nie, my tylko... – odpowiedział Igor odwracając się w moją stronę. Wiedziałam, że mnie rozpoznał, ale nie był do końca pewny.
- Lily – powiedziała Aless z ulgą.
Wiedziałam, że on wie, że to ja. Wiedziała, że nie spocznie zanim mnie nie zabije.
- Nic mi nie jest Aless. Chciałam dać znać, że żyję i że u mnie wszystko ok.
- Całe szczęście, że jesteś. Już myślałam, że się obraziłaś.
- Nie, nie miałam powodu. Ale teraz, umówiłam się. Nie czekaj na mnie – kłamałam. Kłamałam w żywe oczy - Papatki.
Odeszłam stamtąd. Mijałam koniec ulicy, kiedy zauważyłam kątem oka, że Igor żegna się z Aless i podąża moim śladem. Skręcając, zaczęłam biec. Wiedziałam, że będzie mnie gonił, a ja próbowałam uciec. Przypominało to zabawę w kotka i myszkę. Tyle, że ja byłam tutaj myszką.
------------------------------------------------------------
Notka napisana od niechcenia. Po prostu nie miałam na nią żadnego pomysłu, więc przepraszam, jeżeli nie jest dość dobra. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Pozdrawiam  hahaha

*Cytat pochodzi z książki Stephenie Meyer pt. „Zmierzch”.
** Cytat — H. Jackson Brown, Jr.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz