sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział IV - Od tego wszystko się zaczyna

- Aless? – zapytał głupio Joe, przy okazji przeszywając mnie wzrokiem.
- No bo…myyyy… tegoooo…. – zaczęłam się plątać. A Aless stała i patrzała na nas tym przeszywającym wzrokiem, który ma zdolność zaglądania w głąb duszy.
- No bomy się już właściwie znamy – powiedział zdenerwowany Joe.
Twarz Aless trochę złagodniała.
- Taaak? – zapytała.
- Si –odpowiedział – poznałem ją dzisiaj w kawiarni, gdzie p… ekhem…
-Uratował mnie przed kolesiem, który mnie gonił.
- To całkiem bohaterskie z jego strony – powiedziała Aless.
-Zupełnie – zgodziłam się z kuzynką.
Kolacja minęła nam szybko, jak  z bicza strzelił. Joe rozładował atmosferę i wszyscy byliśmy bardzo rozluźnieni.
- A znacie ten kawał o blondynce ?
- Och…powiedz !! uwielbiam je ! – mówiła Aless.
- Przychodzi blondynka do lekarza ze spalonymi uszami.
Lekarz się pyta:
-co pani dolega?
-no bo prasowałam, a z przedpokoju zadzwonił telefon, a ja odruchowo przyłożyłam żelazko do ucha
-a dlaczego ma pani spalone drugie?
-a bo chciałam zadzwonić po pogotowie.
-hahahahahaha. Dobre !!
Czas upływam nam przede wszystkim na śmiechu. Było już po północy, kiedy Joe wychodził. Aless pocałowała go w usta na pożegnanie. Gdy zamknęły się drzwi od razu zapytałam:
- Gdzie ty go poznałaś ??
- Ach takie tam, jutro ci opowiem, bo dzisiaj to szumi mi szampan i nie będę mówiła prawdy – powiedziała Aless i wyszczerzyła zęby.
-Dobranoc – powiedziałam i posłałam jej buziaka.
- Branoc ;D
-------------------------
Dni upływały tak szybko, że nawet nie spojrzałam, że już połowa lipca. Przez ten czas udało mi się zapomnieć o Potterze. Nie dostałam od niego ani jednego listu na szczęście. Do Marly pisałam codziennie.
Jak zwykle około pory obiadu, wracałam do domu po lekcjach jazdy na motorze. Joe podjął się tego bojowego zadania i uczył mnie jeździć. Coraz lepiej mi szło i niedługo miałam zdawać egzamin. O 17 kończyliśmy i jak co dzień wracałam do domu. Stawało się to już rutyną, każdy dzień wyglądał podobnie.
Dzisiaj było inaczej. Joe nie pojawił się na naszej lekcji. Dziwne, bo zawsze był punktualnie. Postanowiłam  poczekać chwile i wrócić do domu. Czekałam 5, 10, 15 minut. Dzwoniłam, ale nie odbierał. Poczłapałam do domu. Dzisiejszy dzień był naprawdę dziwny, myślałam. Przekręciłam klucz i usłyszałam ciche chlipanie. Zamarłam.
- Aless kochanie to ty ? – zapytałam. Odpowiedziało mi tylko ciche pociąganie nosem. Zamknęłam drzwi i poszłam do pokoju. Zobaczyłam zapłakaną Aless. Wyglądała jak kupa nieszczęścia. – Co się stało ? – serce krajało mi się na sam widok płaczącej kuzynki.
-Niiiiiiiiiiiiss – zaszlochała i wybuchnęła jeszcze większym płaczem.
- Ćśśśśśśś. Kochanie co jest ? Kto ci zrobił coś złego ? – pytałam, przytulając ją mocno.  – Jestem przy tobie, nikt już cię więcej nie zrani, obiecuje. A ten kto to zrobił odpowie za to !
- Niccccsię nie staaaaaało Lillllllyyy… Napraaaaawdeeeee – chlipała Aless.
-Kochanie kto ci to zrobił ?
- Joe… -wymamrotała Aless
- Kto ?– pytałam.
- Joe…- powiedziała cicho Aless.
- Co zrobił?! Mów !!
- Nicccc Lily
- Co ON ci do cholery zrobił ? Jak mógł w ogóle coś takiego tobie zrobić?
- On… Onon… Nie ważne Lilyyyyyy – wstrząsnął nią kolejny spazm.
- Mów kochanie…
- Spo..spotkaliśmy się, ja..jak codziennnnie… Śśśmialiśmyyy się… Potem on ppppowiedziaaał, żeżeniebędeprzynimnigdybezpiecznaidlamojegobezpieczeństwatokoniec – powiedziała szybko Aless.
- Ale, ale jak? Dlaczego?
- Nie wiem, wstał i wyszedł, bez żadnego wyjaśnienia. Na odchodnym powiedział, żebym go nawet nie szukała.
- Ten sukinsyn za to zapłaci już ja tego dopilnuje kochanie! Nie czekaj na mnie i wiedz, że jakby mi się coś stało to wiedz że cie kocham. Idź się prześpij, zamknę drzwi.
- Ale Lily, gdzie idziesz? – przestraszyła się Aless.
- Nie przejmuj się śpij dobrze – cmoknęłam ją w policzek
Poleciałam kierowana wściekłością. Droga zajmowała mi myśl gdzie go zastane.
Szukałam tego drania po całym mieście. Niestety, zniknął i nikogo nie zaszczycił swoją obecnością. Raptem zapadł się pod ziemię. Przeciskałam się przez tłum, który nagle wypełzł na ulicę. Wracałam do domu, bo oczywiście ja zawsze mam takiego pecha. Ludzie przeciskali się przeze mnie, prawie włażąc mi na plecy. Czułam się po prostu strasznie.
Oczywiście kogo po drodze mogłam spotkać? No jak to kogo. Smarka!!!
- Czy mnie oczy nie mylą, czy przypadkiem mnie nie śledzisz Smarkerusie ?
-Evansss – wysyczał.
- Mam ci coś do powiedzenia Smarku. Jesteś nikim! Jesteś jak obrzydliwy robal, którego można zgnieść jednym ruchem. Nie próbuj mnie zastraszać ani szantażować bo inaczej zgniotę cię jak tego robala. Zapamiętaj to ! A jeżeli spróbujesz to będzie to twój koniec.
-Mwahahahahhahaha… Evansss. Co ty taka mała ruda szlama możesz mi zrobić ?Dowiem się wszystkiego. I jeżeli znajdziesz sobie faceta innego niż ja, to go zabije. Rozumiesz? Nie cofnę się przed niczym maleńka. A powiedz co u Aless? Jak się miewa po rozstaniu z Joe?
- Ale jak… Skąd?
-Widzisz skarbie… Ja wiem wszystko… Więc nie próbuj się stawiać bo inaczej… Sama się dowiesz. – i uśmiechnął się do mnie ironicznie. Zbliżył się i dłońmi przytrzymał mi policzki. Kiedyś ugięłyby się pode mną nogi, ale dzisiaj czułam wyłącznie rosnące obrzydzenie. Cały czas starałam się przypomnieć sposoby samoobrony, które kiedyś wpajał mi tata. No tak !
Smarknie zdążył dotknąć mnie swoimi obleśnymi ustami, bo zgiął się z bólu w pół. 
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj Smarku !
- Nie próbuj tego Evans. Nigdy więcej !!!
Uciekałam jak szalona. Bałam się, że on mnie dogoni i mi coś zrobi. Udało się zgubiłam go. Przede mną tylko 500 m do domu. Całe szczęście. Już wbiegałam na schodki, gdy zadzwonił mój telefon. Numer nieznany.
-Słucham ?
- Lily, cześć.
- Joe? !
- Proszę nie odkładaj słuchawki. Muszę ci coś powiedzieć.
- Chyba nie mamy czego wyjaśniać.
- Musiałem to zrobić Lily. Musiałem. Wiem, że nienawidzisz mnie z całego serca Lily, ale zrobiłem to, by ją chronić.
-Nienawidzę takie tłumaczenia Parker.
- Jesteś dla mnie jak siostra Lily. Ale nie chce was więcej ranić, więc proszę nie szukaj mnie nigdy więcej.
-Posłuchaj mnie uważnie Parker. Straciłeś swoją siostrę do czasu, aż nie powiesz mi prawdy. Nie wierze w ani jedno słowo, które powiedziałeś. Wierzę, że razem dalibyśmy radę. Ale twoja decyzja. Bywał Parker. Twoja strata. Stawiam, że  nie wybaczysz sobie tego do końca życia.
- Tak wiem Lily, ale ja…
- Nie obchodzi mnie to co musiałeś, ale to co zrobiłeś Aless. W tamtym momencie zabiłeś siebie. Schrzaniłeś sprawę Parker.
- Lily…proszę posłuchaj.
- Nie !Masz tydzień, aby powiedzieć mi prawdę. Jeżeli nie, to nigdy więcej nie zobaczysz Aless, ani mnie. NIGDY ! Mam nadzieje, że zrozumiałeś. Ale zastanów się czy warto to wszystko poświęcić.
- Lily
- Cześć Joe
- Lily, ale…
Rozłączyłam się.  Nie mogłam więcej słuchać tych głupot. Dość już tych głupot i pesymistycznego myślenia. Tylko tydzień dzielił mnie od prawka! Strasznie się denerwowałam.
Dotarłam do drzwi wejściowych. Zamknęłam je cicho i poszłam do pokoju. Aless cicho spała. Przykryłam ją, pocałowałam w czoło i szepnęłam:
- Miłych snów.
I sama poszłam się położyć.
------------------
Mijały kolejne dni, a Aless coraz częściej nie było. Dziwiłam się, co nagle spowodowało taką zmianę. Długo nie musiałam czekać, bo kuzynka nie wytrzymała i opowiedziała mi co się stało. Po prostu poznała miłego kolesia. Od tego wszystko się zaczyna…



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz