sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział I - O jak ja kocham to miejsce...

Jak dobrze było znów tutaj wrócić. Uwielbiała to miejsce. Tu czuła się naprawdę kochana! Lilyanna Evans skończyła właśnie 5 rok  nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Właśnie ta nieśmiała istota odsypia te godziny spędzone w pociągu do domu. Właśnie śniła o łące, na której podczas zachodu słońca woda w jeziorku odbija się tysiącami promieni. Niesamowity widok. Nagle Lily dostrzegła postać zbliżającą się do niej. Na początku poczuła strach, ale po chwili budowa tej osoby wydała jej się bardzo znajoma, nawet za bardzo. W miarę, gdy osoba podchodziła do niej Lilyanna wiedziała, że to ON. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Stała w miejscu jak słup soli. Chłopak podszedł do niej i objął ją w pasie i w ten sposób przyciągnął ją do siebie.
- Lily – powiedział. Miał niesamowity głos – Jak dobrze cię znów widzieć…
Pochylił się i już muskał usta dziewczyny, gdy nagle rudowłosa usłyszała ten najbardziej denerwujący dźwięk na świecie. BUDZIK.
- Tonks… Jeszcze chwilkę – powiedziała i przewróciła się na drugi bok. Próbowała znów wrócić do przerwanego snu. Coraz częściej pojawiał się w jej snach. Nie wiedziała co to za chłopak, ale serce nie sługa.
- Lily, kochanie – powiedziała rodzicielka dziewczyny. Wyglądała jak starsza siostra Lily, mimo jej wieku. Jak córka miała rude włosy, jednak te piękne zielone oczy w których zakochała się tyle lat temu.
- Dobranoc, Dor….
- Lilyanno Evans jeżeli w tej chwili nie wstaniesz…
- Co ? Ugh… Mamo ? Co ty tu robisz?
- Ja tu mieszkam Lily.
- A no tak przepraszam mamo. Myślałam ze jeszcze w szkole jestem. Dawno tu mnie nie było, dlatego chciałabym z tobą i tatą jak najwięcej czasu.
- Właśnie córeczko. Po to tu mniej więcej przyszłam. Słuchaj córciu. Pakuj się, bo jedziemy do Włoch na miesiąc. Znaczy na razie jedziesz tam sama, do Aless, dlatego że tata musi dostać urlop, a ja wole pojechać razem z nim.
- O… Mamo ! To cudownie ! To było moje marzenie od zawsze! Skąd wiedziałaś ?
- Jesteś moją córką, po prostu wiem takie rzeczy. Lily musisz się dzisiaj spakować, dlatego że już jutro lecisz samolotem do Rzymu. Stamtąd twoja kuzynka cię odbierze.
Jej kuzynka Alessandra mieszka już długi czas we Włoszech. Obecnie studiuje. Ma 20 lat. Lily pamięta ją jak razem bawiły się lalkami. Była to długonoga szatynka o pięknych lokach. Utraciły ze sobą kontakt.  Jednak Lily pamięta że zawsze się nią świetnie dogadywała. Zastępowała jej straszą siostrę. Jej prawdziwa siostra - Petunia zawsze jej nienawidziła, zazdrościła Lily uwagi, którą poświęcali jej rodzice.  Lily zastanawiała się jak będzie wyglądać to spotkanie po latach. Z niecierpliwością czekała do końca rozmowy z mamą, dlatego że chciała już zacząć się pakować. Poczuła niesamowite podniecenie, dlatego że nie mogła już się doczekać tego spotkania.
Szybko wstała poszła do łazienki i odbyła poranną toaletę. Zeszła na dół na śniadanie, które na nią czekało od 15 min. Gdy zeszłą okazało się że jest już godzina 9.30. Szybko zjadła śniadanie i pognała do swojego pokoju, gdzie zaczęła wyrzucać rzeczy z kufra. Nie zauważyła, gdy do pokoju weszła mama.
- Kochanie co tu się dzieje?
- Mamo,  bo nie wiem co mam ze sobą wziąć. Tam jest ciepło zimno ? Mamo co mam wziąć ze sobą ?
- Kochanie tam jest bardzo ciepło.
- Kurcze… Wszystkie moje ubrania mam już albo w sam raz, albo za małe. Dawno już nie robiłam zakupów. – Rudowłosa spojrzała w oczy swojej matki.
- Dobrze już dobrze – rodzicielka Lily podniosła ręce w geście kapitulacji - Cały czas daje pieniądze Petunii, więc proszę masz tu 500Dolarów i kup sobie nowe ubrania. Tylko nie rób takich min.
- Mamo to za dużo pieniędzy.
Camilla Evans spojrzała na swoją nastoletnią córkę surowym wzrokiem.
- Dobrze mamo tylko tak na mnie nie patrz, już je biorę. Napiszę do Marly, żeby pomogła mi wybrać trochę ubrań. Gdzie jest moja sowa?
Kochana Marly. Była dla niej jak siostra. Znały się tak długo. Od kołyski. Nie było rzeczy, której Marlena o niej nie wiedziała. Zawsze wiedziała kiedy z Lily jest coś nie tak. Lilyann zawsze dziękowała za taką przyjaciółkę. Na całe szczęście Marlena McKinnon była z rodziny czarodziejskiej. Lily mało nie posiadała się ze szczęścia, kiedy Tiara Przydziału przydzieliła Marly i ją do Gryffindoru.
- No w klatce, przecież stoi na twoim biurku.
-  No tak. Jestem tak zakręcona, że nie zauważyłam.
Lily szybko znalazła pergamin i pióro.

Hej Marly !
Mam nadzieję, że nie śpisz i nie masz jak na razie żadnych planów
na dzisiaj. Bo właśnie potrzebuję twojej pomocy !
Wybieramy się do centrum handlowego.
Muszę kupić letnie ciuchy. Bo jutro lecę do Włoch!!
Ale to opowiem jak się spotkamy. To ok.10.15 zajdę po ciebie ok ?
Odpisz szybko !
Twoja rudowłosa  ;  )

Lily szybko zaczęła przeglądać ubrania. Przez to wszystko zapomniała, że nadal chodzi w piżamie. Szybko znalazła krótkie dżinsowe spodenki i bluzkę z motylami wiązaną z boku. Do tego sandały na lekkim koturnie. Zaczęła przeglądać ubrania. Zostawiła i spakowała już 3 bokserki i 2pary krótkich spodenek. Stwierdziła, że musi kupić jeszcze kilka bluzek, bieliznę,2 pary spodenek i 2 pary rurek. A i do tego adidasy, trampki oraz sandały. Układała w głowie listę rzeczy do kupienia. Była tak tym zajęta, że nie zauważyła swojej sowy, która wróciła z odpowiedzią. Lily nagle się ocknęła i zobaczyła płomykówkę. Odwiązała list szybko przebiegła oczami treść listu. Marlena się zgodziła. Napisała, że spotkają się w już w mieście o 10.30. Lily nie chciała iść sama, ale jak mus to mus. Szybko zrobiła lekki makijaż i wyszła z pokoju biorąc po drodze torebkę.
Dziewczyna szła w kierunku miasta rozglądając się na wszystkie strony. Jak dawno tu niebyła. Zdążyła się stęsknić za tym miejscem, tymi krajobrazami. Była już na zboczu górki, gdy rozpiął jej się pasek od sznurowadła. Schyliła się, aby zapiąć ten niesforny pasek.
 Tymczasem z drugiej strony górki szedł chłopak o brązowych włosach z okularami na oczach. Wybrał się na wycieczkę rowerową. Starał się zapomnieć o tej rudowłosej istocie. Walczył z chęcią napisania do niej listu powiedzenia jej tych wszystkich niewypowiedzianych słów, więc stąd ta głupia wycieczka. Nie mógł wytrzymać. Chciał rzucić się na kolana i ją przepraszać. Jednak James Potter ma swój honor. Przecież to ona powiedziała to wszystko. Jej słowa dalej huczały mu w uszach jak gong. Miał nadzieje, że wściekłość kiedyś przejdzie, lecz szybko się na to nie zapowiadało. Głupi rower! Nigdy nie miał zaufania do tych maszyn. Traf chciał, że złapał gumę w przednim kole i szukał właśnie jakiejś stacji benzynowej. Wsiadł  na ramę i zjechał w dół rowerem. Kamyki trzaskały i obijały się o asfalt, jednak dziewczyna najwidoczniej nie usłyszała zjeżdżającego chłopaka. Cały czas zakładała te niesforne rude włosy za ucho. Nagle wstała i weszła na asfalt. James gwałtownie zahamował mało nie wylatując do przodu. Próbując utrzymać równowagę nie zwrócić zbytniej uwagi na dziewczynę o rudych włosach. Te rude włosy przypomniały mu o niej. O Lily. Przestań o niej myśleć! - upomniał się i ruszył dalej przed siebie. Rudowłosa jednak obserwowała go cały czas, dopóki nie odjechał, apotem ruszyła dalej przed siebie. Wcześniej jednak zdążyła obrócić się przynajmniej z trzy razy.

Gdy doszła do miasta Marly już na nią czekała. Wyglądała oszałamiająco. Czarny top, czarne sandały na obcasie i jeansowe spodenki. Do tego lekki makijaż.
- Witaj kochana – powiedziała Marlena i cmoknęła rudą w policzek.
- Hej ! – przytuliła ją ruda.
- To prawda, że dzisiaj idziemy na całość?
- Tak Marly… Chodź idziemy. Zaszalejemy, mamy masę rzeczy do kupienia. A potem idziemy na lody !
Jak Lily powiedziała tak zrobiły. Po około 10godzinach zakupów wylądowały w kawiarni na lodach. Zamówiły swoje ulubione lody. Dostały je dość szybko, zapłaciły i zabrały się za rozmawianie i jedzenie.
- Słuchaj Marly, te chyba nasze plany to nie wypalą.
- Lilyanno Evans… Jak to możliwe? Przecież mówiłaś! –powiedziała jej przyjaciółka podnosząc lekko głos.
- Tak Marlena mówiłam… Ale mama powiedziała, że jutro lecę do Alessandry!
- Jak to ?
- Tak to Marly ! Niestety spędzę tam aż miesiąc! Ale przysięgam ze będę pisać do ciebie codziennie !
- Dobrze, dobrze spokojnie Lily ! Zgodzę się pod jednym warunkiem!
- Jakim ?
- Wrócisz jak będziesz mogła najszybciej!
- Nie ma innego wyjścia kochana. A wiesz co u Tonks? Mam nadzieje, że będzie u ciebie w sierpniu ?
- Nie wiem nie pisałyśmy ze sobą, ale tak powinna być. Dobra Lily tak się zagadałyśmy, że nasze pucharki dawno stoją puste, a już dochodzi 23. Musimy się zbierać skoro jutro lecisz.
Wstały i powoli zaczęły się kierować w stronę domu. Niebo w tym miesiącu było nadzwyczaj gwieździste. Nagle jedna gwiazda zaczęła spadać.
- Pomyśl życzenie – szepnęła Lily.
- Już ! Chce się zakochać do szaleństwa i być z kimś na stałe! A ty Lily ?
- Ja… Nie powiem, bo się nie spełni.
I w zupełnej ciszy wróciły do domów. Rzuciły się sobie w ramiona. I jak zawsze tego typu pożegnaniom towarzyszyły łzy.
- Trzymaj się Lily, pisz codziennie. Co ja gadam dwa razy dziennie. Imprezuj do upadłego i wyrwij jakiegoś Włocha ^^ - powiedziała Marly, ściskając zdezorientowaną Lily.
- Dziękuje – odpowiedziała.
- No tak. A ty w końcu mogłabyś znaleźć sobie jakiegoś przystojniaczka – powiedziała rudowłosa i puściła przyjaciółce oczko – ty też pisz codziennie i trzymaj się.
Lily wróciła do domu i od razu rzuciła się na łóżko i odpłynęła w krainę Morfeusza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz