Liczyłam na Joe’go. Na to, że się odezwie. Mija 5 dzień od rozmowy i nic. Ani widu ani słychu po Joe. Jakby znowu się rozpłynął w powietrzu. Nienawidziłam tego w nim w tej chwili. Przecież obiecał mi, że będzie przy mnie jak będę zdawać prawo jazdy. Nigdy nie łamał obietnic. Ale jednak. Strasznie się na nim zawiodłam. Więc widocznie nie chciał mieć z nami nic wspólnego.
Jutro zdaje egzamin i strasznie się denerwuje, że nie zdam za pierwszym razem. !!!!Joe doskonale nauczył mnie prowadzić, ale bałam się, że ze stresu wszystkiego zapomnę. Trudno co będzie to będzie.
Ostatni miesiąc był dziwny. Byłam zajęta tymi wszystkimi sprawami z Joe i Aless, prawkiem, że zapomniałam o przyjaciołach. Regularnie pisałam listy do Marly i Tonks. Jednak nie było tu żadnego listu od Jamesa…. Tfuu… Pottera…. Dziwne, ale wcale się mu nie dziwię, że nie chce już więcej ze mną rozmawiać. Co ja gadam!!! Dobrze mu tak, całkowicie na to zasłużył! Gumochłon jeden. Jednocześnie myśląc o Potterze zaczęłam nucić piosenkę puszczaną w mugolskim radiu:
It's a quarter after one, I'm all alone and I need you now
Said I wouldn't call but I lost all control and I need you now
And I don't know how I can do without
I just need you now
Czy ja właściwie myślę o Jamesie Potterze? Niemożliwie. Napuszony łeb. Całe szczęście, że się do mnie nie odzywa. Nareszcie mam święty spokój! Nienawidzę go za to, że istnieje i mnie nęka ! Bardzo dobrze mu tak. Niech cierpi ! Ja cierpię przez dobre 5 lat!
Znowu wpadłam w rutynę. Nic się nie działo, poza tym, że praktycznie nie widywałam się z moją kuzynką. Z tego całego stresu poszłam spać o 8. Śniły mi się jakieś koszmary.
Znajdowałam się na ciemnej ulicy. Szedł nią zakapturzony mężczyzna, wysoki. Skręcił w boczną uliczkę. Nie czekając dłużej pobiegłam za nim zachowując bezpieczną odległość. Spojrzałam na tabliczkę z ulicą. To działo się w Rzymie. Była to Viadel Foro Piscario 13. Nigdy tu nie byłam i chciałam wrócić jak najszybciej do bezpiecznego łóżka. Tylko co zrobić, żeby się obudzić. Zaczęłam się szczypać jednak to nic nie pomagało.
Tymczasem ten mężczyzna wszedł po schodach jakiegoś domu. Postanowiłam spróbować pewnej rzeczy, przez którą mogłam nawet zapłacić życiem. Podnosiłam kamień i z całej siły rzuciłam w tego kolesia. Kamień ledwo musnął jego ramię i upadł. Mężczyzna jakby nic nie poczuł, w chodził dalej po schodach. No pięknie nie dość, że nie mogę się obudzić to jestem jeszcze niewidzialna i niesłyszalna. Poszłam za tym facetem, bo nic innego mi nie pozostało. Obserwowałam jak facet wkrada się do domu. Nie mógł otworzyć drzwi. Rozejrzał się nerwowo po okolicy i szybkim ruchem wyciągnął różdżkę. O nie –myślałam. Miałam nadzieję, że nie chce nikogo zabić. Teraz zaczęło mi bezsilność, że nie mogłam nic zrobić. Zamaskowany facet jednym zaklęciem otworzył drzwi i jak gdyby nigdy nic wparował do środka.
- Wiem, że tu jesteś – mruczał pod nosem – tylko gdzie się schowałeś. I tak cię znajdę, a jeśli nie to ta twoja dziewucha zginie.
Współczułam temu chłopakowi, który miał takiego brata. Bałam się o to, czy ten chłopak przeżyje. Facet chodził po całym domu szukając tej osoby. Ja biegałam za nim, próbując zrobić cokolwiek. Niestety mimo wszystko nie mogłam zobaczyć twarzy włamywacza. Właśnie wspinał się do góry po schodach. Doszedł na piętro. I ruszył na wprost, gdzie były zamknięte drzwi, tak jakby czuł zapach swojej ofiary. Chwile zmagał się z drzwiami pokoju, ale wkrótce je otworzył. Powoli wślizgnęłam się do środka. To co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Leżał tam nieprzytomny Joe!!! Wyglądał na strasznie pobitego, na co wskazywały liczne siniaki na jego ciele.
- Tu jesteś, zdrajco krwi – szepnął mężczyzna.
Podszedł do Joe’go, szarpnął nim, owinął ręce wokół jego szyi i… Stałam jak sparaliżowana nie wiedząc co mam robić. Bałam się, że zrobi mu krzywdę, jednak nie mogłam nic zrobić, bo byłam tylko obserwatorem sceny. Nagle obraz zawirował i znaleźliśmy się w ciemnym zaułku jednej z (jak podejrzewałam) rzymskich ulic. Facet ciągnął Joe’go po ziemi jakby był szmacianą lalką. Ruszyłam za nimi biegiem, bo tylko tak mogłam ich dogonić. Mężczyzna przystanął przy drzwiach, które były schowane, tak że mało kto byłby w stanie je zauważyć. Rozejrzałam się szybko. Tak, znalazłam to czego szukałam. Ulica !! Koniecznie musze ją zapamiętać. Usłyszałam szczęk drzwi. Obróciłam się w tamtym kierunku. Zdążyłam tylko zauważyć jak mężczyzna zamyka drzwi ciągnąc nieprzytomnego Joe’go do środka. Nie myśląc dłużej, rzuciłam się do drzwi. Próbowałam je otworzyć, ale okazało się, że moja ręka je przenika, tak że mogłam wejść do środka. Usłyszałam tylko:
- Zrób tak jak ci kazałem, a czeka cię nagroda – powiedział ten facet.
Chwila..Skąd ja znam ten głos? Już musiałam go kiedyś słyszeć. Czy… Czy to możliwe? Niee. On by tego nie zrobił, przecież…
Poszłam za głosem. Facet stał do mnie tyłem. Spojrzałam na pomieszczenie. Była to niewielka, obskurna klita. W rogu stała klatka, w której właśnie leżał Joe. Nie mogłam patrzeć na niego. Ile on musiał ścierpieć? Ile przeszedł ? I co się właściwie stało ? Te pytania tłukły mi się po głowie… Nie to na pewno sen, przekonywałam się w myślach.
Kątem oka zobaczyłam, jak Joe powoli odzyskuje przytomność. Widziałam jak cierpi i aż chciało mi się płakać. Wysoki facet również to zauważył. Modliłam się, żeby nie zrobił czegoś Joe’mu.
- Widzę, że wstałeś królewiczu. Nie mamy wieczności – powiedział mężczyzna.
Joe zrobił przerażone oczy, a ja nie mogłam sobie wybaczyć tego, że stoję tu obserwując to i nie mogąc niczego zrobić.
- Wiedz, że nie będzie to miły odpoczynek – powiedział ten facet i zaśmiał się gardłowo.
Skąd ja znałam ten śmiech? Teraz wszystko mi się ułożyło w głowie. To Igor. Dobrze podejrzewałam.
Zobaczyłam jak bierze zamach, by kopnąć Joe’go. Spojrzałam na twarz chłopaka. Na jego ustach zobaczyłam niemą prośbę. Jego usta poruszyły się. Usłyszałam ciche „Lily błagam pomóż mi”. W momencie, gdy noga Igora dotknęła Joe’go, mnie pochłonęła nicość.
Obudziłam się zlana potem.
- Lily skarbie nic ci nie jest ? – pytała się Aless – strasznie krzyczałaś.
- Miałam straszny sen Aless. To na pewno musiał być sen. – starałam się siebie przekonać.
-Kochanie, na pewno to był straszny sen. – usiadła koło mnie i mnie przytuliła –co ci się śniło skarbie?
- Joe.
Aless zbladła.
-Przepraszam Aless. Widziałam jak cierpiał, jak jego… Nie ważne to musiał być tylko zły sen.
- To ja już pójdę, żebyś mogła się wyspać, bo już niedługo zdajesz prawko. – jak zwykle unikała tematu związanego z Joe. Miałam nadzieję, że wciąż go kocha!
- Nie Aless. Proszę cię, zostań tu ze mną. Nie zostawiaj mnie samej.
Aless położyła się obok mnie, przytulając mnie jednocześnie. Niestety do samego rana nie mogłam zasnąć. Ciągle dręczyła mnie ta wizja. Mimo to zignorowałam ją i powoli poczłapałam na śniadanie. Zjadłam porządne śniadanie, bo przecież dzisiaj jest Wielki Dzień ! Nie czułam już stresu, byłam po prostu… mega zdenerwowana. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić i do 10 siedziałam jak na szpilkach, nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. Nie mogłam się wręcz doczekać. Punkt 10 wyleciałam z mieszkania i pobiegłam jak najszybciej do budynku, w którym miałam zdawać egzamin pisemny. To była dla mnie pestka. W wolnych chwilach siadałam i czytałam przepisy oraz uczyłam się znaków. Gdy sprawdzili wyniki , a jakże inaczej 100% byłam wniebowzięta, jednak to dopiero połowa mojego sukcesu. Egzamin praktyczny… Zmora każdego zdającego. Nie ma większego stresu niż to. Bałam się, że coś pójdzie nie tak, a tak bardzo się starałam. Skierowałam się w kierunku placu, na którym miałam zdawać egzamin.
- Witaj panienko – powiedział mężczyzna około lat 40 w okularach.
- Dzień dobry – odpowiedziałam. Oczywiście rozmawialiśmy po włosku. Przez ten pobyt u Aless nauczyłam się mówić po włosku. Nie mówiłam płynnie jednak rozróżniałam większość słów.
- Zaczynamy.
Podeszłam do motoru. Na wstępie dostałam pytanie odnośnie budowy motoru. Odpowiedziałam bez zastanowienia. W końcu wsiadłam na motor. Po prostu lubiłam jazdę na motorze. Dawało to jakąś taką swobodę działania. Takie poczucie, że mogę przemieszczać się gdzie chcę. Manewry na placu. Myślałam, że na tym polegnę, jednak poszło w sumie ok. Udało mi się nie strącić żadnego pachołka. Potem jazda po mieście. Zbliżała się 15 więc godziny szczytu. Nie lada osiągnięcie zdać w godzinach szczytu. Ale jednak udało mi się !!! Teraz naprawdę byłam szczęśliwa. Na odbiór prawka musiałam poczekać niestety do urodzin, ale warto było. Napisałam szybko sms do Aless. Była przeszczęśliwa. Chciałam napisać do Joe’go, ale przecież nie miałam jego numeru. Zasmuciłam się ponieważ to mu zawdzięczałam ten sukces. Chciałam pójść do niego, jednak adresu też nie znałam. Udałam się w kierunku knajpki, w której pracował, ale nadaremnie, bonie zaglądał tam od wielu dni. Spacerowałam po Rzymie. Nogi zaniosły mnie aż na Piazza Venezia, a stamtąd na Via del Foro Piscario. Doznałam déjà vu. Zobaczyłam numer 13. Byłam wręcz zdziwiona. Podeszłam bliżej. Zobaczyłam otwarte drzwi. Poczułam wręcz zdziwienie, a nawet strach. Weszłam cicho po schodach. Miałam nadzieje, że Joe zaraz wyskoczy i zacznie się śmiać. Weszłam do środka. Wiedziałam, że będę potem tego żałować. Weszłam do salonu. Przed oczami stanęła mi scena jak Igor rozwalał tu rzeczy. Szybko pognałam na górę, aby sprawdzić sypialnie. Weszłam do środka. Na środku była krew Joe’go.
- To nie może być prawda – szepnęłam…
Ugięły mi się nogi, mało nie upadłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz