To co się zdarzyło potem, przeszło moje najśmielsze
oczekiwania. Był taki moment zaskoczenia. Zobaczyłam ich uśmiechnięte twarze i
od razu mi się tak lepiej zrobiło. W środku. Po organizmie rozlało mi się
przyjemne ciepło, które przyprawiało mnie o drgawki. Na początku przyszło
zdziwienie, zaskoczenie, potem radość. Błogie, niewyobrażalne szczęście. O tak
udało im się mnie zaskoczyć. Spojrzałam po wszystkich zebranych. Tęskniłam za
nimi. Nawet nie wiedziałam, że tak bardzo. Na ich widok od razu wyłazi banan na
twarz. Przyjaciele. Jedni są, drudzy odchodzą wbijając ci nóż w plecy. Tak to
już jest. Jednak oni zawsze zostają z otwartymi ramionami. Dla ciebie. Są tu
dla ciebie. Mówiłam sobie.
-Ruda, zamknij już usta bo ci ślina leci – powiedział
nie kto inny jak Syriusz Black. – No chodź tu wreszcie. Chce cię wyściskać !
–powiedział i chwycił mnie w ramiona, przy okazji mnie dusząc. – Wszystkiego
Najlepszego Ruda! –wykrzyknął mi do ucha życzenia.
Tylko zdążył wypuścić mnie z rąk, ktoś chwycił mnie w
następne.
-aaaaaa! Marly, Tonks ! Jak się cieszę, że tu
jesteście – obejmowałyśmy się, śmiałyśmy, skakałyśmy przy okazji piszcząc z
radości.
-Nie mogłyśmy przegapić twojej odlotowej szesnastki!
Po chwili oprzytomniałam i spojrzałam na swój
strój.Piękna niebieska sukienka.
-Luci – powiedziałam pod nosem. Ta jakby słyszała
posłała mi ciepły uśmiech.
Chyba z godzinę trwało zanim z wszystkimi się
wyściskałam. Byłam jak małe dziecko, które sięcieszy z niespodzianki. Nie wiem,
czyj to był pomysł, ale już kocham tę osobę.Gdy już ochłonęłam od całej tej
niespodzianki rozglądnęłam się po pokoju. Byłurządzony na styl clubu tzn. był
tu parkiet, bar i stoły zastawione jedzeniem ipiciem. Ktoś się wyjątkowo postarał.
-Sto lat! Sto lat! Niech żyje, żyje nam! – zaczął
solówkę Syriusz. Po chwili dołączyli do niego inni. Nie liczyło się to, że
życzenia zostały sfałszowane. Ważne, że pochodziły serca.
Stałam w środku koła słuchając śpiewów.
- Czas na prezenty – krzyknął Remus.
- Przestańcie ! Nie chce żadnych prezentów – broniłam
się rękami i nogami. Jednak byli uparci i każdy z nich wręczył mi paczuszkę. Po
kolei dziewczyny, Syriusz, Remus, Luci i Joe. Nie było tu Luca. Poczułam nutkę
smutku pomieszanego z żalem. Miałam maleńką iskierkę nadziei, jednak on się nie
zjawił. Joe wręczył mi malutką paczuszkę z najlepszymi życzeniami.
-Otwórz – pisnęła szczęśliwa Luci. Poszłam za jej
radą, to co zobaczyłam to był jeden wielki SZOK.
-Nie, nie, nie – jąkałam się. Zobaczyłam uśmiechy na
twarzach Joe i Luci. Rzuciłam się na nich prawie ich zgniatając – To
niemożliwe. Kocham was!!! –krzyczałam w niebo głosy. Powodem tego były
kluczyki. DO MOTORU !!!!!!!! Niemożliwe.Przeszło to moje najśmielsze
oczekiwania – Przykro mi, ale nie mogę tego przyjąć – powiedziałam podając
Joe’mu kluczyki.
-Ależ oczywiście, że możesz. Uratowałaś mnie, a ja
spełniam jedno z twoich marzeń. Jesteśmy kwita – powiedział, pocałował mnie w
policzek i przytulił.
Czułam się niesamowicie i cudownie.
-Nie ruszajcie się. Chce zapamiętać tą chwilę!
Cholerne szczęście. Zajebiści przyjaciele. Czego
więcej potrzeba do szczęścia ? Cichy głosik w mojej głowie podpowiadał, że do
szczęścia brakuje mi tylko Luca.
Zaraz po tym uderzyły mnie wielkie wyrzuty sumienia.On
daje mi taki prezent, za to że go okłamuje?! Jestem straszna. Jednak moim
postanowieniem było to, że powiem mu. Jutro mu to powiem. Zero kłamstw!
Tymczasem impreza trwała w najlepsze. Było pełno
jedzenia, szampana i piwa kremowego. Wszyscy trochę napici wstali i ruszyli na
parkiet.
Koło mnie zmaterializował się Syriusz. Właściwie tonie
wiem skąd się tam akurat znalazł.
-Zmęczony?
-Ani trochę. Jak się bawisz Lily ?
- Jak nigdy.
-To się cieszę.
Rozejrzałam się po przyjaciołach. Remus wywijał na
parkiecie z Tonks. Marly gadała z Luci i Joe.
- A gdzie jest....
-James? – dokończył dość smutno moje pytanie Syriusz.
-Tak - odpowiedziałam, czując że się rumienię.
-Myślałam, że tu będzie.
-On... Jest zajęty Lily.
-Nie wybaczył mi tego? - zgadywałam.
-On nie jest taki Lily. Zapomni o tym, daj mu czas.
Po prostu jego duma została urażona - powiedział śmiejąc się.
Po prostu jego duma została urażona - powiedział śmiejąc się.
- Tylko dlaczego nic nie napisał…
- On ma hm, taki okres, można to tak nazwać. Nie ma
czasu na smutki Ruda! Kto się nim przejmuje i jego fochami? Przejdzie mu
zobaczysz.
Właśnie leciała jedna z moich ulubionych piosenek[KLIK].
-Pozwoli panienka? - powiedział szarmanckim głosem.
Pokręciłam głową. Jednak ten nie dawał mi spokoju i
wyciągnął mnie wreszcie na parkiet.
-Dajesz dziewczyno ! - powiedział.
Taniec, jak muzyka był jednym z moich żywiołów. Nigdy
się go nie uczyłam, ale jednak zawsze mi wychodził. Miałam poczucie rytmu i ostatnio
przestałam deptać ludzi po nogach. Musiałam się tylko trochę rozkręcić. Tak
stało się i teraz. Tańczyliśmy do upadłego.
Tańczyłam z Syriuszem taniec połamaniec, gdy muzyka
zwolniła.
-Odbijany - powiedział głos za mną. Nim zdążyłam się
zorientować byłam już w ramionach innego faceta. Z początku nie ogarnęłam kto
to, jednak po chwili poczułam zapach znajomych perfum.
-Luca...
-Jak się bawisz belissmia? -
powiedział.
-Świetnie, jak nigdy - odpowiedziałam i spojrzałam w
jego oczy. W jego piękne oczy. To przyprawiło mnie o zawroty głowy. Jednak
mieszanka piwa kremowego i Luca to mieszanka wybuchowa!
Uśmiechnął się tylko w odpowiedzi. Znowu się stałam tą
ckliwą Lily, która kochała znajdować się w ramionach ukochanego.
Serio!Spróbujcie koniecznie! To jest niesamowite uczucie. Luca potrafił
tańczyć. I to jak! Poezja. Przetańczyliśmy chyba ze cztery piosenki razem.
Wszyscy padnięci usiedliśmy na kanapach.
-Jestem Luca - powiedział do reszty przedstawiając
się. Można powiedzieć, że moi przyjaciele przyjęli go ciepło.
Żartowaliśmy, śmialiśmy się jakbyśmy znali się od zawsze.
Impreza
trwała w najlepsze!!!!!
Koło czwartej rano przyjaciele wracali już do
domów. Niestety. Wybawiłam się za wszystkie czasy. Nie obyło się również
bez łez. Każde pożegnanie moje i dziewczyn niesie za sobą górę łez. Luci
niestety nie pozwoliła pomóc sobie ze sprzątaniem po balandze. Więc ruszyłam do
swojego pokoju, powoli. Człapiąc. Po drodze żałując, że przyjaciele nie mogli
zostać dłużej. Na schodach zauważyłam
lilie.Był to niewielki, różowy kwiat. Podniosłam ją i poszłam w tamtą stronę.
Była przeciwna do mojego kierunku drogi, ale ciekawość wzięła górę. Niedługo po
tym znalazłam kolejną. Wspinałam się coraz wyżej i wyżej. Czułam jak nogi w
butach na szpilce powoli mi odpadają. Podnosiłam piętnastą z kolei lilię, gdy
natrafiłam na drzwi. Pociągnęłam klamkę i…
Byłam na dachu. Nie był to jakiś zwykły dach. Było to
coś w rodzaju ogrodu, tarasu. Przy krawędzi stał Luca trzymając ostatnią
szesnastą lilię.
- Myślałem,że nie trafisz – powiedział i podszedł do
mnie. – Proszę – mówił podając mi ją –dla najpiękniejszej dziewczyny jaką znam.
- Och, Luca.
Bez słowa wziął mnie w ramiona i pocałował. Byłam
wniebowzięta. Czułam jak kolana uginają się pode mną i cała się rozpływam.
Niestety po chwili jednak odkleiliśmy się od siebie, więc miałam okazję
rozglądnąć się.
- Pięknie.
-Wiedziałem, że ci się spodoba.
Podobało mi się. Piknik pod gwiazdami ? Poza tym
przepiękny widok na Rzym. Coś niesamowitego i brakuje mi słów żeby to opisać.
Luca pociągnął mnie na koc.Usiadłam. Przerosło to moje najśmielsze oczekiwania.
Kolejne marzenie spełnione. Kolacja pod gołym niebem z facetem moich marzeń.
Luca przygotował lekką sałatkę owocową z moimi ulubionymi owocami. Nie
sądziłam, że zapamiętał.On jest taki cudowny, romantyczny i uroczy. Traktował
mnie jak damę. Już zdążyłam wybaczyć mu to, że ostatnio był nie osiągalny dla
mnie.
- Więc jak ci się podoba Rzym?
- Jest po prostu piękny. Czuje, że się w nim
zakochuje.
- A ja się
zakochuje w tobie – odpowiedział Luca miękkim głosem, odgarniając mi niesforny
kosmyk z czoła. Zaczerwieniłam się.
- To dziwne wiesz, bo ja zdecydowanie czuje to samo –
powiedziałam przybliżając się do niego. Po chwili znowu znalazłam się w jego
ramionach. Czułam się taka bezpieczna, beztroska, zapominając o wszystkich
kłopotach.
- Grosz za twoje myśli – zażartował Luca.
- Ja…Myślałam o tobie. Dziękuje, że jesteś przy mnie –
odpowiedziałam całując go w usta. W odpowiedzi na tą pieszczotę zamruczał
cicho.
- Tak mnie rozpraszasz belissima, że o mało bym zapomniał. Nie dostałaś niczego ode mnie
w ten wieczór. Chciałem, żeby było to coś szczególnego. – W tym momencie Luca
wyciągnął małe pudełeczko i podał mi je. Drżącą ręką wzięłam je od niego.
Otworzyłam. Znajdowała się tam najpiękniejsza bransoletka jaką kiedykolwiek w
życiu widziałam.
- Dziękuje,nie trzeba było – cmoknęłam go w
podziękowaniu w usta.
- Noś ją zawsze przy sobie. Chcę, żeby ci mnie
przypominała, kiedy nie będzie mnie obok ciebie.
- Obiecuje.
- Amore, jak
podobała ci się mała imprezka?
- To ty! –cieszyłam się, co najmniej tak, jakbym przed
chwilą odkryła Amerykę.
Uśmiechnął się w odpowiedzi, jednym z tych swoich
zniewalających uśmiechów.
- Ale, ale skąd wiedziałeś?
- Właściwie…Dziwna historia. Któregoś dnia przyleciała
sowa. List był zaadresowany do ciebie, więc nie ruszałem go. Jednak to głupie
ptaszysko nie chciało dać mi spokoju,dopóki nie odtworzyłem koperty. Mam
nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Nie miałem zamiaru tego, czytać, ale
rzuciło mi się na oczy słówko urodziny. Twoje urodziny. Pomyślałem, że to
będzie świetna okazja, aby ci się odwdzięczyć. Więc nie czekając dłużej
odpisałem Syriuszowi. Powiedziałem kim jestem i co planuje.Koleś od razu chciał
mi pomóc, więc dlatego znikałem całe dnie ostatnio.Dopracowywałem szczegóły,
żeby wszystko było idealnie. Ale Syriusz to świetny koleś. Zdążyłem się co
nieco z nim za kumplować. Wiem, że masz
prawo być zła, za ten list, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz. – Spojrzał na
mnie miną zbitego psa. Cholera! To działa. Nie mogłam się na niego wściekać,
gdy tak na mnie patrzył.
Długo jeszcze tak siedzieliśmy przytuleni wpatrzeni w
księżyc. Potem Luca, jak przystało na dżentelmena odprowadził mnie do pokoju
kilkadziesiąt razy mnie przy tym całując.
- Dobranoc –powiedziałam. Luca w odpowiedzi pocałował
mnie przeciągle. – Przecież nie ucieknę, jeszcze dzisiaj się zobaczymy –
odpowiedziałam i znikłam za drzwiami pokoju.
Od razu
położyłam się do łóżka. Mój sen nie trwał zbyt długo.Obudziłam się cała zlana
potem. Szybko ubrałam porozwalane na podłodze ubrania.Wzięłam kluczyki od
motoru i zbiegłam na dół, do garażu. Gdzie wsiadłam na motor i odjechałam w
ciemną noc, nie dbając nawet o kask.
--------------------------------------------------
--------------------------------------------------
Tak więc był piękny pomysł na urodziny, ale go
zepsułam. Niestety. Pozdrawiam Anonimkę i Shrew, za to, że tak mnie wspierają.
Obiecuje was nie zawieść. Pozdrawiam !
Ps. Specjalnie dla Anonimki "mini"
konfrontacja Lily i James'a za 2 notki ; )
*Zdjęcie by apart
*Zdjęcie by apart
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz